Ferguson eXtreme Action Cam – Nie gorsze od GoPro

Zastanawiam się, czy nazwać to podróbką, czy – hmmm… – inspiracją. Tak, czy tak – czym by Ferguson eXtreme Action Cam nie była, nie jest to wina sprzedającej ją firmy. Ja, mając do wyboru eXtreme Action Cam i GoPro kierowałbym się jednak przede wszystkim czynnikiem ekonomicznym, a kwestie inspiracji niech rozstrzygają między sobą producenci GoPro i Chińczycy sprzedający swoją kamerę nie tylko Fergusonowi.

Ferguson eXtreme Action Cam to klasyczna kamera sportowa, reklamowana jako… rejestrator samochodowy. Malutka kamerka wydająca się wręcz naga bez wodoodpornej obudowy może faktycznie spełniać dwie role – do zadań ekstremalnych warto ją zamknąć w charakterystycznej szczelnej plastikowej obudowie, a na desce rozdzielczej auta przykleić mocowanie z dołączonym subtelnym uchwytem, którego jedynym zadaniem jest stabilne utrzymanie kamery patrzącej przez przednią szybę. Nie trzeba nawet zbytnio kombinować z ustawieniem, bowiem szerokokątny obiektyw obejmuje pole widzenia o szerokości 170 stopni, dzięki czemu bez problemu również widać auta wyjeżdżające z bocznych ulic. I to widać całkiem nieźle – nie musimy nawet wybierać rozdzielczości Full HD, 720p bez problemu daje radę.

Z tym nagrywaniem samochodowym mam jednak pewien problem. Kiedy przechodząc krok po krok bardzo bogate menu konfiguracyjne ustawię opcję odczytywania ruchu, kamera teoretycznie włączy się w momencie, gdy samochód ruszy. Mam jednak wrażenie, że w tym przypadku urządzenie cechuje swoiste ADHD, w efekcie czego włącza się wtedy, kiedy mu się podoba. W tej sytuacji zdecydowałem się wyłączyć tę opcję, by uruchamiać kamerę ręcznie – jakoś tak mam, że lubię mieć kontrolę nad tym co kręcę. Gdy jednak następnego dnia wkładałem kartę microSD do komputera zacierając ręce i szykując się na zgranie filmu z idiotą wyprzedzającym pod prąd w roli głównej, okazało się, że… nagrało się kilkanaście króciutkich filmików i ani jednego z faktycznej jazdy po drodze. Zakładam, że to ja coś zrobiłem źle, ale jeśli w takim urządzeniu coś nie jest oczywiste, oznacza to, że z nim – nie ze mną – jest coś nie tak. Zawsze jednak można powierzyć obsługę kamery pasażerowi – czy to za pośrednictwem małego dwucalowego ekranu, na którym wyraźnie widać, czy zapala się symbolizująca nagrywanie czerwona kuleczka, czy przy użyciu dedykowanej aplikacji mobilnej, która przy użyciu sieci WiFi ad-hoc łączy smartfon z kamerą i pozwala na pełną kontrolę nad urządzeniem. W opcji rejestratora samochodowego brakuje mi tylko jednego – nagrywania „w kółko”, tj. np. tworzenia pięciominutowego pliku wideo, który podczas normalnej jazdy nadpisywałby się w taki sposób, że nigdy nie przekroczyłby długości 5 minut, do momentu, gdy wciskając przycisk dalibyśmy znak, że chcemy go zostawić (np. po zapisaniu ciekawego zdarzenia na drodze). Teraz ustawiając tryb samochodowy i czas nagrywania 5 minut, generujemy serię pięciominutowych plików nagrywanych do momentu, gdy zabraknie miejsca na karcie.

Generalnie jednak nie ma co narzekać – jest sprawnie, stabilizacja obrazu działa idealnie (testowałem też na rowerze, tam trzęsie się „nieco” bardziej, niż w aucie). Za te pieniądze – niecałe 300 złotych – jest naprawdę dobrze, a na szczęście wszelkie uwagi to nic czego nie dałoby się załatwić update’em oprogramowania. Wtedy pewnie chętnie zmienię pieczątkę na „chcę to”: póki co jeszcze się zastanawiam.

fergusonxtreme