Dzieci Veturilo

Veturilo_Warszawa_01Kiedyś jedną z największych obelg w języku polskim wcale nie było: „Ty &(#$#@”, ani „Ty *(#$@$@!_%#”, ani nawet: „Jesteś *$%#)_$(#!$”. Nie, nie – największą obelgą było nazwanie kogoś… dzieckiem Neostrady. Doświadczeni internauci mówili tak pogardliwie o tych, którzy swoją przygodę z globalną siecią rozpoczęli wtedy, gdy dzięki ówczesnej Telekomunikacji Polskiej stała się ona dostępna dla mas. Coś jak… rowery miejskie Veturilo.

Nie snobuję się na mega miejskiego rowerzystę. Nigdy w życiu – w sezonie przy dobrych wiatrach robię 100-150 km miesięcznie. Nawet Ci, dla których jazda rowerem po mieście nie stanowi pracy, wciągają mnie nosem. Co nie zmienia faktu, że kiedy już pojawiam się na ścieżkach, staram się być przykładem zachowania. Czymś o czym wielu „niedzielnych rowerzystów” nigdy nie usłyszało.

Jazda całą szerokością ścieżki. Wleczenie się w tempie kontuzjowanego żółwia. Jazda skrajną lewą stroną ścieżki i szok na twarzy, gdy zwróci mu/jej się uwagę. Ciekawe, czy samochodem też jeżdżą po lewej stronie? Jedziemy grupą? To czemu by nie pojechać sobie całą szerokością ścieżki? Tempem takim jakim spacerujemy do sklepu po bułki, gdy nie mamy ochoty zbyt szybko wracać. Jak się zatrzymamy to rzućmy rzęcha gdzieś na środek, przecież to nie nasz… Jak wyprzedzam to może dzwonek… A co to jest dzwonek?

Rower miejski to kapitalna sprawa, sam jeśli potrzebuję przemieścić się gdzieś szybko na mieście a przy miejscach startu i mety jest stacja, to wezmę pojazd, mimo, że to ciężkie, toporne i przemieszcza się po mieście z gracją Fiata 126p. Ale tak jak moja kultura na drodze nie zależy od tego za kierownicą jakiego pojazdu siedzę, tak wsiadając na Veturilo nie zapominam tego, jak należy zachowywać się na ścieżce rowerowej. Ale mam wrażenie, że w przypadku „Dzieci Veturilo” zmiana bolidu też by nic nie zmieniła – jeśli ktoś jest burakiem i egocentrykiem to nim pozostanie, a kultura nie jeździ na rowerze, tylko wynosimy ją z domu.

Fot. Wikimedia Commons