Garmin Fenix 3 – Ponad 10 dni na baterii!

Tak jak uwielbiam urządzenia ubieralne, nazywane ze staropolska wearables, tak jestem w pełni świadom ich wad, braków i niedociągnięć. Albo wyglądają jak opaska (well – w sumie zazwyczaj… są opaskami) i nadają się tylko do noszenia przy ćwiczeniach fizycznych, albo bateria wystarcza na bardzo krótko, albo są ogromne jak busola na starych statkach, albo obudowę mają okrągłą, a w jej środku… kwadratowy ekran. Chyba, że nazywają się Garmin Fenix 3 i są pierwszym smartwatchem, który nie ma żadnego z tych minusów.

No dobra, może prawie żadnego, bo ciężko powiedzieć o Feniksie 3, że jest mały. W tej sytuacji od razu możemy wyłączyć z potencjalnej grupy docelowej kobiety, bo skoro zegarek na mojej wielkiej łapie wygląda – hmmm… – godziwie, u mojej Ślubnej na ręku pewnie byłoby widać tylko jego. I choć zdaję sobie sprawę, że dla niektórych może to stanowić pewien problem, to nie dajmy się zwariować – na liście potencjalnych minusów w urządzeniu tego typu jego wielkość jest na szarym końcu.

Tym bardziej, że za dużym rozmiarem idzie też wytrzymałość. Dzięki masywnej, metalowej obwódce, mimo iż zdarzyło się kilka razy przypier%&$%@$# zegarkiem nawet w solidną również metalową framugę drzwi, co nie pozostawiło nawet minimalnego śladu! Kolorowy okrągły ekran 218×218 pikseli jest… okrągły, co wcale nie jest takie oczywiste – wszystkie pozornie okrągłe smartwatche, które do tej pory testowałem, miały wyświetlacz kwadratowy, z irytującymi „księżycami” na wszystkich bokach. Co więcej, wyświetlacz nie jest dotykowy. To akurat plus, choć przyzwyczajenie zajęło mi chwilę, podczas której uparcie smyrałem palcem po ekranie 🙂 Ma to bardzo duży sens: nie ma problemów z nadpobudliwością ekranu pod wodą, nie trzeba go blokować, bateria starcza na długo, no i Fenix 3 wygląda jak normalny zegarek, z dużymi przyciskami o wyraźnym skoku (nie da się ich wcisnąć przypadkiem) i intuicyjnym mapowaniu funkcji.

Jeśli chodzi o możliwości Fenixa 3 to w zasadzie są one tożsame z opisywaną na ChcęTo Blogu niedawno opaską Vivoactive HR. Mamy kilkanaście predefiniowanych sportów, w zależności od wyboru sportu urządzenie zbiera konkretne dane, które następnie prezentuje w formie szczegółowych wykresów w aplikacji na smartfonie. Ekrany, pokazujące odczyty podczas ćwiczenia są w pełni konfigurowalne, a dzięki temu, że mamy do czynienia z okrągłym wyświetlaczem, odnoszę wrażenie, że mieści się na nim więcej danych i są atrakcyjniej przedstawione (jak choćby kolorowy pasek w przypadku kadencji, czy strefy tętna). Wbrew opisowi producenta na fix GPSa/GLONASS (zegarek obsługuje obie sieci) czekałem wyraźnie dłużej, niż w przypadku Vivoactive HR, w krańcowych przypadkach nawet do 30 sekund.

Znajdą się zapewne tacy, którzy skrytykują opisywany zegarek za fakt, iż nadgarstkowy czujnik tętna wbudowany jest tylko w jednym modelu. Ja jednak, choć wpisałem to w minusach, mam mieszane uczucia i bardziej jestem w stanie ten ryzykowny – bo na przekór trendom – krok pochwalić. Choćby dlatego, że tej sytuacji znacznie oszczędzamy baterię, podłączając pasek na pierś tylko podczas ćwiczenia. Dzięki temu ogniwo, gdy używamy zegarek wyłącznie w trybie smartwatcha, starcza nawet na ponad 10 dni! Przy ćwiczeniach oczywiście aż tak dobrze nie jest, ogniwo ma jednak wystarczyć na 16 godzin (!) w trybie GPS i aż 50h (!!!) w trybie UltraTrac, z odczytem danych o położeniu w pewnych odstępach czasu. Ceną wodooporności (standard 10 ATM) jest konieczność używania dedykowanej, zakładanej od spodu na kopertę ładowarki.

W ogóle jeśli chodzi o ćwiczenia, przede wszystkim bieganie, po raz pierwszy spotkałem się z aż tak „wypasionym” urządzeniem. Warto oczywiście podłączyć do niego pasek do pomiaru tętna, a także – ja akurat mam taki sprzęt z mojego prywatnego biegowego zegarka – zewnętrznego footpoda. Efekt robi wrażenie – oprócz standardowych danych dotyczących pulsu, w serwisie Garmin Connect mogłem np. zobaczyć zmierzone przez sprzęt dynamikę biegu, długość kroku, a nawet… ocenę treningu w skali 1 (poniżej poziomu) przez 3 (poprawa) do 5 (przeciążenie). Zawodowcy, coś dla Was! A podróżnikom/spacerowiczom przyda się opcja śladu GPS – jeśli trafimy w nieznaną okolicę i zaczniemy się zastanawiać, gdzie u licha jesteśmy, pomoże nam wrócić do cywilizacji 🙂

Oczywiście poza funkcjami fitness, mamy też do czynienia ze smartwatchem na poziomie podstawowym – na ekranie możemy odczytywać powiadomienia, zerknąć kto dzwoni, odebrać/odrzucić rozmowę, obserwować na bieżąco ile kroków mamy już za sobą, zmieniać tarcze zegara, doinstalowywać widżety. Wiem, powtarzam się, ale Fenix 3 to kolejny dowód, że Garmin mimo upływu lat znakomicie dostosowuje się do warunków rynkowych. Jeśli miałbym parę złotych ekstra – z tym niestety wciąż problem – po prostu bym go kupił, nie czekając na nic. To chyba najlepsza rekomendacja.

garminfenix3_ramka