Dzieci na obozie, czyli katharsis rodzica

MisiowlesieKto z rodziców nie czeka na wakacje, niech pierwszy rzuci kamieniem. Jeśli macie dzieci w wieku przed-szkolnym (nie mylić z przedszkolnym) to jeszcze jestem w stanie Was zrozumieć – małe, słodkie, tulące się do rodziców, kochane, cacane dzieciaczki, „kocham Cię tatusiu/mamusiu”, te rzeczy. Sytuacja jednak nieco się zmienia, gdy zaczyna się szkoła – zarówno ze względu na dzieci, jak i na szkołę. Wtedy wakacji łakniemy niczym kania dżdżu, z naciskiem na ten moment, gdy oni wyjeżdżają – a my (rodzice) nie. Powiem więcej – w moim przypadku, jako zuch i harcerz, wyjeżdżają w las ciemny, nad piękne jezioro z cholernie zimną wodą na PRAWIE MIESIĄC! Ta-daaaaam!

Czy ta nieukrywana radość znaczy, że mniej kocham moje dzieci? A gdzie tam. Takie miesięczne katharsis przydaje się każdemu. Niech pierwszy rzuci kamieniem ten rodzic, który w połowie czerwca nie myśli: „Niech ta cholerna szkoła już się kończy!”. Możecie we mnie – paroma siniakami zapewne by się skończyło, ale nie dokonałbym żywota pod górką kamieni. Mam wrażenie, że za moich młodych czasów nie było aż tak, i to ja zajmowałem się moimi lekcjami, a nie moi rodzice. A jak lekcje to full service, czyli:

  • siadaj do lekcji
  • mówiłem siadaj do lekcji
  • jak to jeszcze nie zacząłeś?
  • nie mogę ci we wszystkim pomagać
  • weź mi powiedz, jak sądzisz, a ja cię nakieruję
  • chłopie, wystarczy się skupić trochę
  • jak się skupisz na jednym, to pójdzie ci szybciej
  • no weź, do 21 lekcje robisz?

I tak – jak mawiał syn Adasia Miauczyńskiego – kur** do za**bania…

Tak więc pierwszy tydzień to obowiązkowe wyciszenie, chłonięcie spokoju, braku obowiązków związanych z dziećmi.

Drugi tydzień – mózg odpoczywa i dziwi się, że tak się da. Można wracać później z pracy, przejść się z żoną na spacer, obejrzeć wcześniej jakiś film, na który nie byłoby wcześniej czasu, bo kolację dzieciom, bo lekcji przypilnować, bo do łóżka posłać, bo: „Spaaaaaać już! Do diaska!” też trzeba pokrzyczeć i co chwilę przyjdą się przytulić albo poprzeszkadzać.

Trzeci tydzień zbliża się do końca – …cholera, cicho jakoś w tym mieszkaniu. Dwa puste pokoje i echo się rozchodzi. Jakoś tak dziwnie, nikt nie przychodzi z pasjonującymi newsami o Minecrafcie albo kartach Invizimals, nie opowiada co ciekawego na podwórku, nie przychodzi ponarzekać na brata, albo zwyczajnie się przytulić.

Wiecie co chłopaki? Odpocząłem, wyzerowałem się, możecie wracać. W końcu się stęskniłem 🙂 Z Wami bywa źle – ale bez Was na dłuższą metę jeszcze gorzej. I zrobię wszystko, żeby być dla Was lepszym ojcem – do tego też potrzebowałem tego czasu.

Fot. Pezibear/Pixabay (CC0 Public Domain)