Dzień bez testu, czyli gadżety na urlopie

Przed nami jeszcze połowa wakacji (chyba, że jesteście studentami, to wtedy 2/3 zazdroszczę!) dajmy więc sobie chwilę odpoczynku od testów, a porozmawiajmy o tym jak bardzo jesteśmy w stanie… zrezygnować z gadżetów w trakcie urlopu? Może ten tekst nadawałby się bardziej na sobotę, ale w sobotę mam już o czym pisać :), a poza tym w końcu i tak będzie o gadżetach.

Jakby bowiem nie patrzeć, założeniem urlopu jest to, by od-po-cząć. Nie tylko od pracy, nie tylko od codziennej rutyny: pobudka-dzieci-mycie-praca-dom-kolacja-dzieci-(ewentualnie) relaks, ale też od ciągłego wgapiania się w monitory. Z drugiej strony jednak pytanie, czy musimy (i chcemy) kompletnie odpuścić sobie korzystanie z gadżetów? W końcu technologia ma nam pomagać, w innym przypadku na urlop jechalibyśmy konno… Kilka gadżetów więc być musi – bez nich nie wyobrażam sobie urlopu. Tak więc na urlopie…

cropped-chcetowww.png

(uzupełnione) Tłumacz Google. Pisząc tekst zapomniałem o aplikacji absolutnie podstawowej! Jadąc do kraju, w którym język angielski uznają za wymysł szatana, nie wyobrażam sobie egzystencji bez aplikacji tłumaczącej co mam do powiedzenia. Oczywiście pakiet językowy ściągnąłem zawczasu offline.

Nawigacja samochodowa. Ja akurat będę miał przyjemność – dzięki uprzejmości Garmin Polska – korzystać z urządzenia z tegorocznej linii nüvi, ale równie dobrze można sobie bez problemu poradzić ze smartfonem i odpowiednią aplikacją (tylko pamiętajcie o trybie offline, jeśli nie chcecie przełykać goryczy rachunku za dane).

Rejestrator samochodowy. Na naszych drogach źle, ale poza nimi mawiają, że jeszcze gorzej 😀 Pozbieram pamiątki z podróży 🙂

Nawigacja „lokalna”. Ja wybieram się z rodziną za granicę – żeby nie zgubić się w miastach (albo znaleźć miejsce w którym warto/można coś zjeść) będę korzystał z Google Maps, gdzie uprzednio ściągnę do offline’u mapy regionu.

Telefon. Nie musi być inteligentny, ale – przede wszystkim w przy urlopie zagranicznym – być musi. Warto sprawdzić i zapisać lokalne numery ratunkowe.

Kindle. Bez niego się nie ruszam. Nigdzie. Zwiedzanie swoją drogą, ale wieczorem na pewno czasami znajdzie się parę chwil, żeby poczytać.

Aparat fotograficzny. Czyli tak naprawdę smartfon – jest mniejszy, mieści się w kieszeni, nie będę się aż tak ostentacyjnie rzucać w oczy kieszonkowcom jako turysta (tak sobie tłumaczę). A potem trzeba będzie przejrzeć wszystkie zdjęcia i wywalić pewnie ze 60 procent 🙂

PowerbankTrochę jak z Kindlem, never leave home without it, szczególnie w przypadku planowanego krążenia po obcych miastach przez całe dnie.

Zewnętrzny dysk. Gdyby zabrakło miejsca na zdjęcia albo filmy z rejestratora.

A Wy? Bez jakich gadżetów nie wyobrażacie sobie urlopu?

Photo: Petr Kratochvil/publicdomainpictures.net