Technologie dla człowieka, czyli znaj proporcję mociumpanie

Dziś wyjątkowo krótko. Sycąc się ostatnimi czasy hejtem na graczy w Pokemon Go (co nie zmienia faktu, że wciąż uważam, iż 40-latkowie goniący z telefonami wirtualne stwory to jednak pewien poziom abstrakcji) doszedłem do pewnego wniosku. Chyba nawet dość późno do niego doszedłem, ale generalnie ignorowałem piszących o tym obrońców Pokemonów. Otóż, gdyby tak się zastanowić, w którym kierunku idą nowoczesne technologie i generowane przez nie gadżety, to ich głównym motywem jest ułatwienie nam życia i/lub oszczędność czasu. Pierwsze powoduje, że dzięki gadżetom możemy czegoś nie robić (ergo: nie męczyć się niepotrzebnie) drugie zaś – że mamy więcej czasu np. na korzystanie z innych gadżetów, takiego Netflixa, czy konsoli. Oczywiście z tą oszczędnością czasu to jest jak z nożem – jedni posmarują nim chleb, inni wbiją komuś w bebechy (wiem, to już tak zryty frazes, że aż zęby bolą), ale nie oszukujmy się jaki procen… tzn. promil z heavy userów nowych technologii zaoszczędzony czas zużyje na ćwiczenia fizyczne? Ja też pierwszy kamieniem nie rzucę, choć coś tam robię, ale nie za wiele.

Tak więc zanim wylejecie jad na grających w Pokemony, albo lansujących się kolejnymi treningami na Endomondo, zastanówcie się, kto jest śmieszny – ci, którzy jednak stawiają swojemu organizmowi jakieś wyzwania, czy ci dla których w pojęciu „spacer” zawiera się przejście do lodówki i do kibla. Wszystko jest dla ludzi, ale pamiętajcie, że najnowsza historia kinematografii pokazała jak może wyglądać „heavy user” ułatwiających życie gadżetów.

walle_spaslaki

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Just sayin’.