Kingpin Headbanger Barrel Aged Jurancon White Wine – Rarytas, czyli reguła niedostępności

Szaleństwo. Przyzwyczaiłem się już do wariactwa z kraftowymi premierami i nie rzucam się na każde piwo jak dzik na żołędzie, ale to przyciągało od początku. I to wielopłaszczyznowo: rewelacyjną etykietą, dobrą opinią (moją prywatną, ale ogólnie chyba też) na temat Browaru Kingpin, no i – last but not least – faktem leżakowania w takiej beczce. Mawiają, że Barrel Aged Is The New Hoppy, ale przez ostatni przynajmniej rok wielokrotnie piłem dowody na to, że beczka nie musi automatycznie oznaczać sukcesu – produkt finalny może się niewiele różnić od oryginału, beczka może go koszmarnie zdominować, albo też może wyjść kwasiur, co ostatnio stało się niestety domeną Widawy.

Headbanger pierwszą warką na kolana nie rzucił (bardzo łagodnie mówiąc), a z leżakowanym w beczce po znakomitym słodkim białym winie Imperial IPA jakoś nie było mi po drodze. Aż w końcu umówiłem się z kumplem w Piwnej Sprawie, gdzie jeszcze cudem uchował się ostatni keg w Warszawie, a ten mi nagle mówi, że nie może… No nie, nie da rady, dzień dłużej nie zostanie – polazłem do Biedronki, kupiłem półlitrową mineralkę za 69 groszy, opróżniłem butelkę w drodze samochodem do Piwnej i poprosiłem o uzupełnienie płynem „nieco” droższym (30 PLN za pół litra). Nie dałem mu długo leżeć, kilka dni potem błyszczał się już w moim Craft Masterze.

Zapach jest oszałamiający i nieco przewrotny w porównaniu z dalszymi wrażeniami sensorycznymi. Jest ujmująco słodko, bardziej rodzynkowo, niż winogronowo, w zapachu wyraźnie czuć… lepkość. Swoją drogą ile to się człowiek może nauczyć, pijąc piwa – że lepkość można wyczuć nosem. To nie jest jednak płaski jednowymiarowy zapach, sporo jest innych, lesisto-owocowo-przyprawowych dodatków. W końcu to IPA, w zapachu faktycznie zdominowana beczką, ale chmielona aż siedmioma odmianami chmielu. Pracuję nad tym, żeby zacząć je odróżniać, ale jakoś single hopów na rynku mało. Jest bardzo dobrze, pora łyknąć.

I tu wracam do zapowiedzianej wcześniej przewrotności. Zapach obiecuje słodycz, smak natomiast daje… wytrawność. Są mocne winne nuty, ale chmiele już wyraźniejsze niż w zapachu. Piwo jest słodowe bardziej, niż obiecywałoby 19 BLG, ale podejrzewam, że to wpływ beczki. No i oczywiście goryczka – tej w imperialnej IPA zabraknąć nie mogło, ale fajnie komponuje się z mocną słodowością. W ogóle cała ta owocowość Headbangera BA nieco przypomina mi Sink The Bismarck – oczywiście bez alkoholowości, ale z odczuciem pozbawionej słodyczy owocowej pulpy. Mimo tego piwo bardzo ciekawe, degustacyjne, choć niekoniecznie dla neofity. Ono i dla osób przyzwyczajonych do kraftu jest jak dla mnie nieco zbyt drogie – ja jednak je docenię, a neofita będzie odczuwał, że wyrzucił kasę na śmietnik.

HeadbangerBA_ramka