Widawa Spirit of Sonoma – Z dużej chmury… kwaśny deszcz

Są wśród piwnych blogerów tacy (np. Jurek z Jerry Brewery), którzy uważają, że o polskich kraftowych piwach trzeba pisać jak o zmarłych – dobrze albo wcale. Ja też przez pewien czas rozważałem takie podejście, ale doszedłem do wniosku, że przy moim pomyśle na blog, jeśli wypiłbym coś, co wyjątkowo by mi nie smakowało i nie ostrzegł Was – byłoby to nieuczciwe. Nawet – a może tym bardziej – wtedy, gdy zawiódł mnie wywar browaru dzierżącego w polskim krafcie miano legendy.

To bowiem ponoć Wojtek Frączyk z Widawy wprowadził modę na leżakowanie piw w beczkach po szlachetnych alkoholach, czego efektem były m.in. mistrzowskie portery bałtyckie. Z Barrel Aged Imperial Wild Black Kiss nie wyszło już tak dobrze, czego dowodem może być fakt, że z etykiety nie dowiemy się jaki to gatunek piwa – to jest po prostu np. Bourbon Barrel Aged. Coś. Coś kwaśnego dodam, do tego stopnia, że mnie akurat ciężko się to piło.

Nie zwykłem jednak skreślać browarów zbyt szybko, stąd nie zastanawiałem się długo nad zakupem Spirit of Sonoma – IPA leżakowanej w beczce po winie Sauvignon Blanc. Wow – brzmi to świetnie, otwieram więc i nozdrza moje atakuje rewelacyjny szlachetny zapach winnej beczki i wyraźna nuta świeżych winogron (swoje alfa-kwasy włoży w to zapewne chmiel Nelson Sauvin). Po prostu obietnica beergasmu po pierwszym ły… tfu, co to jest? Jak to jest IPA to ja jestem Tomek Kopyra z blogu blog.kopyra.com. Gdzie IPA, jak tu goryczki krztyny nie ma? Nie wiem, może coś mi nos ścisnęło, ale Ameryki z chmieli też nie czuję, choć na zimno chmielone – raczej są winogrona, melon jakiś, ale to wszystko przykryte dominującym nad wszystkim kwasem. Liczyłem na wyjątkowe doznania, zapach mi je zapowiedział, ale smak sprowadził na ziemię. Miałem wrażenie, jakbym piłem nachmielone na aromat skwaśniałe wino bez krztyny goryczki.

Coś się tu nie udało. Nie warto.

spiritofsonoma_ramka