Tyskie Niepasteryzowane chmielone na zimno – Lepsze takie, niż żadne

Lubicie w życiu ryzykować? A niespodzianki lubicie? Ten dreszcz emocji, oczekiwanie, drżenie serca, co Was za chwilę czeka? Ja tak, dlatego zobaczywszy ostatnio w Biedronce „Tyskie Niepasteryzowane chmielone na zimno” pomyślałem: „A co mi tam, rzucę się głęboką wodę!”.

Dobra, koniec robienia sobie jaj 🙂 Tzn. ja kończę, bo mając w pamięci inne wywary marki „Tyskie” i wiedząc, co wyczyniają wielkie browary, udając, że robią kraft, nie spodziewam się cudów, otwierając kapsel.

Chmielone na zimno mówicie? Focal Bangera się nie spodziewałem :), ale… hmmm. No może na upartego faktycznie coś czuć. W sumie gdyby porównać klasycznego Tyskacza z tym wynalazkiem to faktycznie jest kosmos, bo w ogóle ma jakikolwiek zapach. Może to efekt sugestii Bartka Nowaka, ale cholera faktycznie coś kwiatowego na pograniczu wyczuwania tam jest.

Pora na smak. Kurde, to się daje pić! Cudów oczywiście nie ma, nie będę się rozpływał w zachwytach nad bukietem, ale faktem jest, że z „defaultowym” Tyskim nie ma to wiele wspólnego. Smak nie odrzuca, do tego stopnia, że gdybym wśród nie-beergeekowych znajomych miał wybór: pić to piwo albo nie pić żadnego, wybrałbym to. Do zlewu na pewno bym go nie wylał. Lepszej opinii spod moich palców o korpolagerze nie znajdziecie.

tyskiechnz