Gadżety dla nas, czy… my dla gadżetów?

Nie mam dzisiaj ani pomysłu, ani chęci pisania o gadżetach. Nie to, że w ogóle – dzisiaj po prostu. Poza tym za mną szalony dzień, nie będę ściemniał, nie będę antydatował (czy raczej anty-godzinował) tekstu, że niby wrzuciłem rano. Ale może i na dobre wyszło, bo wczoraj i dziś poczytałem o wynikach kilku badań, które niekoniecznie lekko mną wstrząsnęły. Dlatego dziś będzie znowu bardziej publicystycznie. Zobaczę potem w Analyticsie, co Wy na to :), chyba, że napiszecie w komentarzach tu albo na Facebooku.

  • 20% rodziców dzieci w wieku 1-2 lat przyznaje, że ich dzieci regularnie korzystają z urządzeń mobilnych, podpiętych do sieci
  • dla bodaj 23% młodzieży największą tragedią byłoby, gdyby zabrakło internetu
  • 89% nastolatków śpi ze swoim smartfonem (nie, nie to, że trzyma go na szafce obok; śpi z nim)
  • 82% nastolatków dostępnych jest bez przerwy on-line

Sam się zastanawiam, czy zbytnio nie dramatyzuję, bo przecież taki jest świat, nie zawrócimy postępu sękatym kijem. Pytanie powinno więc być nieco prostsze, prostackie wręcz: czy aby przypadkiem nie przeginamy? Jak często Wy lub osoby w Waszym otoczeniu dają dzieciom tablet „żeby dały spokój”? A tymczasem roczny, czy dwuletni maluch uczy się empatii od rodzica, analizując jego zachowania niewerbalne, co do ciężkiej cholery pokaże mu tablet??? I tak, tu pierwszy rzucę kamieniem, bo do pewnego momentu nie dawałem moim dzieciom urządzeń elektronicznych (jeśli na coś patrzyły, to u mnie), a potem kontrolowałem spędzany przez nich przy ekranie czas. Teraz też powinienem, 7 i 10 lat to nie jest wiek, gdy można puścić te sprawy na żywioł, więc teraz kamieniem rzucał nie będę…

Jak wiele rodzinnych spotkań wygląda tak, że po obowiązkowym kwadransie rozmów gadają dwie osoby (najczęściej panie), a faceci i dzieci wgapiają się w komórki? Nie mówcie, że nie, sam tak robię! O ile jednak ja przy pewnym staraniu potrafiłbym odpiąć się od telefonu (testowałem przez 2,5 tygodnia w wakacje, używałem tylko podczas połowy wieczorów WiFi na kempingach, odpuściłem transmisję danych, bo nie mogłem znaleźć karty w dobrej cenie), zastanawiam się, co czułyby nastolatki, gdyby nagle zabrakło internetu? Telefon tylko do… dzwonienia? So 90’s! I gdzie wrzucać zdjęcia i statusy? Kto to będzie lajkował? Jestem w cholerę daleki od żartowania z depresji, więc nie robię sobie jaj, twierdząc, że do gabinetów psychiatrów mogłyby się ustawić kolejki. Krążąca po necie Piramida Maslowa, gdzie pod potrzebami fizjologicznymi, na jeszcze bardziej podstawowym poziomie, znajduje się WiFi, to niekoniecznie żart.

maslow_piramidaGdy zastanawiałem się nad przyszłością dzisiejszego społeczeństwa ery post-PC, przypomniał mi się „Terminator” i Skynet, który zapanował nad ludźmi. Skoro przy odpowiedniej ilości Big Data jesteśmy już w stanie manipulować dużymi grupami ludzi (idealnie pokazał to ostatni sezon House of Cards), samouczące się systemy są w stanie ograć w szachy arcymistrza, a Google Now, Cortana, czy Siri, analizując już pewnie eksa- jeśli nie zettabajty danych są w stanie dostarczyć nam informacje zanim o nich pomyślimy, to co będzie dalej? Myśląc – tak, również o sobie – o tym, jak podłączone do sieci gadżety cichutko wbiły się w nasze życie niczym tasiemiec uzbrojony, zastanawiam się, czy nam, niczym Wąskiemu w Kilerze, przypadkiem sufit na łeb się nie spadł? Czy gadżety są dla nas, czy my dla gadżetów? Widząc błyszczące oczy i niemal ślinę lecącą z kącika ust potencjalnych klientów przy kolejnej edycji modnego sprzętu zastanawiam się, kto tu jest panem, a kto sługą.

I z tą myślą Was zostawiam. Dobranoc.