Tempest Mexicake – Pora jest na RISa, bo słonko mniej świeci…

Planowałem na dziś inne piwo, ale dosłownie wczoraj, wracając z konferencji, pomyślałem, że jest cholernie zimno, a skoro byłem już w centrum, to zerknąłem na Ontap co tam nowego w centrum Warszawy mają. A tu niespodzianka – w Jabeerwocky dopiero co pojawił się świeżutki RIS z Tempesta! O Szkotach w kwestii piwa słyszałem wiele dobrego, a że miałem ochotę się rozgrzać – well, małe nie zaszkodzi, tym bardziej, że szczery uśmiech od blogerskiego serca i sugestia, że można od serca to małe, skończyło się średnim 🙂

Niestety nie miałem zbytniego czasu, by ogrzać zawartość pokala, bo:

  1. nie spodziewam się w multitapie różnych temperatur dla różnych piw
  2. to miało być szybkie piwo

więc pełni zapachów nie odczułem. Tym bardziej, że jestem nieco chory, ale klasyczna „RISowość” jak najbardziej była. Czekolada, wanilia i generalnie tyle. Gdybym miał czas, pewnie wylazłoby coś więcej – choć zastanawiam się czy dałbym radę wyczuć 2 kg cynamonu na… tonę słodu.

Choć z drugiej strony jak tak dzień później myślę, to w smaku chyba był. Było gęsto, choć oczekiwałbym nieco więcej „ciała”, bo wydawało się nieco rzadkie (oczywiście jak na styl). Balans – well, balansu nie było. Ja lubię akurat, gdy RIS jest słodki, a tu wyraźnie szala przechylała się na stronę goryczki. Poza czekoladką z dodatkami wyraźnie wyczułem czerwone owoce, może dlatego, że mi zagrały z goryczką i odrobiną cierpkości. Swoje zrobiły też papryczki chilli (gatunki Mulato i Chipotle), aczkolwiek z ich istnienia zdałem sobie sprawę dopiero w autobusie. To się nazywa opóźniony zapłon – i mój i ich 🙂

Dobry RIS. Nawet bardzo dobry. Nie genialny, ale wart swojej ceny.

mexicake_ramka