Jabłko Google’a, czyli to wszystko już było

Długo się zastanawiałem, o czym dziś napisać. Kryzys mam ostatnio, nawet nie chce mi się testować nowych gadżetów. Jakoś tak… jesiennie i do dupy. Pomysł w końcu kilka chwil temu podsunęło mi Google – tak bowiem zająłem się apatią, że zapomniałem o konferencji E-Cor… tzn. korporacji z Mountain View.

I wiecie co? To wszystko już było… Telefon za 4k PLN już był. Z Jabłkiem. Jedni się nim zachwycali, inni parskali na wieść o cenie, aż dostali urządzenie z Androidem za tyle samo. Tyle dobrego, że się nim nie zachwycają, tylko narzekają na cenę. Konsekwencja przede wszystkim. A co za te pieniądze? Wypasiona konfiguracja? To było, jest i będzie, przy dobrych układach nawet za połowę ceny. Gogle VR? Za 350 PLN? Bez jaj. Ja wiem, że projekt Daydream, że pilot do VR (nie śmieję się, to ma sens), ale wiadomo już od początku, że Googlersi nie zatrzymają tej technologii dla siebie. Ergo – będzie taniej. Podobnie z Asystentem Głosowym, póki co exclusivem dla nowych Pixeli, ale to tylko kwestia czasu. Google Home? O, Amazon Echo, tylko z innym logo.

niechceA może inaczej – nie potrzebuję i chyba wyrosłem z zachwytów nad każdym nowym zajebiście wypasionym pomysłem. Czy tego chcemy, czy nie – Google i tak już panuje nad tą częścią cyfrowego świata, która nie hoduje jabłek i nie pływa po Amazonce. Nowy, fajny telefon, pierwszy Nexu… errrm, Pixel od Google ani mnie ziębi ani grzeje. Telefon jak telefon i o ile Nexusy zawsze chciałem mieć, to w tym przypadku kompletnie nie odczuwam takiej potrzeby. Co więcej, uważam, że te ceny są wizerunkowym strzałem w stopę, bo natychmiast wywołują analogię z Apple i zamiast umacniać image Google jako firmy nie wysysającej z fanów ostatniego centa, stawia ją na równi z cynicznie dojącym swoich wyznawców Applem. A cała reszta – przecież to wszystko już było, a teraz co najwyżej będzie trochę inne. Szału nie ma. Mojego obecnego nastroju nie udało się zmienić Googlowi. Jeszcze trochę i będzie mógł na bazie moich aktywności przewidzieć, jak będę się czuł za tydzień, ale to już temat na zupełnie inny tekst.