Piwowarownia Kawko i Mlekosz – Na Trygława i Swaroga!

Nie mogłem, no nie mogłem po prostu nie wypić tego piwa! I to po dwakroć – zarówno dlatego, że milk stout to jeden z moich ulubionych stylów (a w wersji słodkiej to już w ogóle), no i nazwa! Ja jestem pokolenie ’70, legendarne polskie komiksy czytało się na każdej przerwie, a charakterystyczne głowy i ich nakrycia nie pozostawiają żadnych domysłów, że mamy do czynienia z legendarnymi wojami kasztelana Mirmiła. Fakt, iż na etykiecie są tylko kontury głów, powoduje, iż mam wrażenie graniczące z pewnością, że spadkobiercy Janusza Christy nie zobaczyli grosza, bowiem postaci i ich imiona są tylko „podobne”. Jeśli się mylę to przepraszam, ale jeśli nie – panowie z Piwowarowni, nie jest za późno, by naprawić ten błąd, skoro sami użyliście tych nazw to jesteście świadomi, że rysunkowe mistrzostwo Pana Janusza napędziło Wam pewną część klienteli.

Dobra, ale jak smakuje piwo? Kiedyś była reklama z hasłem „Jak mówią, tak robią”, w tym przypadku można by rzecz, że co zapowiadali, to do butelki nalali. Kawko i Mlekosz smakuje bowiem jak – niespodzianka – kawa z mlekiem! W zapachu ewidentnie atakuje obficie podlana mlekiem zbożówka, z całkiem wyraźną nutą dodanej przy warzeniu wanilii. Smak jest bardzo podobny, aż do przesady, bowiem przy nalaniu nie tworzy się praktycznie żadna piana, a sam trunek jest praktycznie nie nasycony CO2. Nie wiem, czy refermentacja zawiodła oczekiwania, czy taki był plan, ale jeśli to drugie – to mi to nie pasuje. Tzn. pije się fajnie, faktycznie jak waniliową mleczną kawę, gdyby nie etykieta to nie wpadłbym na to, że mam do czynienia z gęstszym i wyrazistszym wydawać by się mogło wywarem o ekstrakcie 16 BLG. W tym wypadku lekkość jednak nie przeszkadza, a piwo jakby „w tle” delikatnie musuje jak młode białe wino. Mógłbym łoić litrami, ale nieobecność CO2 aż do tego stopnia nie jest jednak naturalna.

Tym niemniej – na Trygława i Swaroga! – to naprawdę dobre piwo.

kawkoimlekosz_ramka