A gdyby tak wyłączyć internet…

Wiecie, że to w sumie nie było takie złe? O brak internetu mi chodzi. My tak bardzo DDoS na Dyn nie odczuliśmy, w Stanach był amok, ból i cierpienie, a u nas co najwyżej niektórzy nie mogli statusu na Twittera wrzucić, a jeśli chcieli pokatować PS4 to musieli wybrać single playera. Specjaliści ostrzegają, że to mogą być tylko złe koszmarnego początki, a ja sobie myślę – w sumie czemu nie?

niemanetuKiedyś ludzie potrafili spędzać czas bez internetu. Zajmować się rodziną, chodzić na spacery, poczytać książkę, pograć w gry planszowe, bez wgapiania się w ekranik. Ja oczywiście też mam swoje za uszami i na bank w przypadku braku internetu miałbym objawy odstawienia, ale może to nie byłoby takie złe? Ilość systemów podpiętych do internetu rośnie więcej niż logarytmicznie, rola sieci w naszym życiu jeszcze bardziej, zastanawiam się, czy należy zadać pytanie: czy to kiedyś pieprznie, czy raczej KIEDY? Czy wtedy bylibyśmy w stanie wrócić do czasów sprzed internetu? Do tych, gdy z jednej strony formalności toczyły się znacznie dłużej, ale z drugiej – człowiek miał wrażenie, że wszystko toczyło się wolniej, swobodniej, nikt się nigdzie nie spieszył… Mam jednak wrażenie, że nie byłoby tak pięknie, a wszystko pie***lnęłoby mocno spektakularnie, jak w powieści „Blackout” Marka Elsberga. Można więc tylko pomarzyć i – jak przystało na człowieka z pokolenia ’70 – ponarzekać, że ten świat tak wściekle zapierdziela, że człowiek ma wrażenie, jakby zaczynał mu uciekać. Świat mi – nie ja światu. Dlatego fajnie przynajmniej sobie pomarzyć, że przynajmniej na trochę mogłoby nie być internetu.