Kasa, czy desperackie pragnienie uczucia?

16 lat temu na antenie TVN wyemitowany został pierwszy odcinek Big Brothera. Wielka sprawa, coś kompletnie nowego w naszych realiach, pierwsza sytuacja, gdy polscy telewidzowie mogą zobaczyć taki prawdziwe, rodem ze „zgniłego zachodu” ekshibicjonistyczne wyrzygiwanie się na antenie, przed milionami telewidzów. Nie ukrywam, że podobnie jak gros Polaków, śledziłem codziennie losy nowych ludowych bohaterów. Potem jednak, podobnie jak spora część „fanów” doszedłem do wniosku, że to jednak jest bez sensu, nic nie wnosi, a wpuszczanie każdego chętnego do każdego elementu naszego życia jest… no obrzydliwe jest. Na szczęście do podobnego wniosku doszli pozostali, bowiem kolejne edycje cieszyły się w Polsce znacznie mniejszym zainteresowaniem (inaczej, niż np. w USA, gdzie szykują się już do 19(!) edycji). Choć co i raz pojawiały się kolejne reality shows, myślałem, że szczytu żenady już dosięgnęliśmy. Przeliczyłem się.

Parcie na szkło to charakterystyczna cecha rodzaju ludzkiego, przede wszystkim w społeczeństwach tłamszonych przez lata przez komunistyczne reżimy. Pragniemy być ważni, pragniemy być w centrum zainteresowani, chcemy być publicznie rozpoznawani. Pytanie jednak do jakiego stopnia? Jak można określić sytuację, gdy obcy ludzie decydują się wziąć ślub, a POTEM się poznać?

slubodTak, „Ślub od pierwszego wejrzenia” to tytuł w żaden sposób nie przewrotny. Ci ludzie po raz pierwszy zobaczyli się w urzędzie stanu cywilnego, gdzie stawili się po to, by wziąć ze sobą ślub. Określenie „to jest chore” wydaje się wyjątkowo subtelne. Ludzie kompletnie się nie znający, mieszkający w innych miastach, nie mający w żaden sposób pojęcia , czy mają ze sobą cokolwiek wspólnego. Zastanawiam się, co przyciąga ludzi do takiego programu? Desperackie poszukiwanie uczucia, parcie na szkło, pieniądze? Mnie w tym wszystkim najbardziej razi chyba potężne spłycenie instytucji małżeństwa. Beatlesi śpiewali: „Can’t buy me love”, a tymczasem telewizja usiłuje nam właśnie udowodnić, że miłość to tylko kolejny punkt na mapie emocji, które można spróbować wyciągnąć i pokazać całej Polsce. A, że wszystko wskazuje na to, że przy większości par to się nie uda i prawdopodobnie wpędzi je w jeszcze większą traumę, może w depresję i w problemy psychiczne? No i co z tego, skoro kasa się zgadza, a oglądalność trzyma się na odpowiednim poziomie. Zastanawiam się tylko jak daleki od profesjonalizmu musi być psycholog, który „pomaga” tym parom i firmuje to gówno swoim nazwiskiem. Cóż – pecunia non olet.