Pitbull: Niebezpieczne Kobiety – Film zrobiony zbyt szybko

Pitbull: Niebezpieczne Kobiety to wciąż „mięsiste” męskie kino, mimo iż w nowym filmie Patryka Vegi to kobiety mają pełnić (choć nie do końca tak jest) główną rolę. O ile jednak Nowe Porządki w moim odczuciu stanowiły zwartą, konsekwentną fabularną całość, tak po wyjściu z przedpremierowego seansu Niebezpiecznych Kobiet, mam wrażenie, że Vega, który pełni również tradycyjnie już rolę scenarzysty, chciał zrobić ten film bardzo szybko. Tak szybko, że sporo ciekawych i dobrze zagranych wątków nie robi wrażenia spójnej całości.

Tak, wiem, że wtorek to dzień gadżetowy, ale doszedłem do wniosku, że raz – tym bardziej, że to, ta-daaam!, wpis nr 200 na ChcęTo Blogu, mogę nieco odejść od normy. Okazja nadarzyła się sama, bowiem dzięki uprzejmości Kino Świat, dystrybutora m.in. nowego Pitbulla, miałem okazję obejrzeć na trzy dni przed premierą film, na który napaliłem się jak szczerbaty na suchary. Recenzja bez spoilerów.

pitbullJestem fanem twórczości Patryka Vegi od serialu Pitbull, który wreszcie zdjął z polskiej policji „chorobę Hollywood”, pokazując jak to wszystko wygląda naprawdę. No dobra, nie całej – zrobił ponoć jakieś potworne gnioty, które miały z założenia być komediami, ale na szczęście nawet się do nich nie zbliżyłem i w efekcie stawiam znak równości między nazwiskiem reżysera i zwrotem „dobre kino sensacyjne”. Książka zresztą też, z wyjątkiem tej ostatniej o służbach specjalnych, która składała się z ego głównego bohatera i okładek. „Niebezpieczne kobiety” kupiłem od razu, gdy pojawiły się bodaj na Woblinku i… po siedmiu godzinach było po wszystkim. Historie policjantek wciągnęły mnie bez reszty i jeszcze bardziej przygotowały na film, mający być odbiciem książkowych wydarzeń.

Tylko, że cholera nie jest. Albo nie, inaczej – właśnie jest, aż za bardzo. Książka to kilka kompletnie odmiennych historii bardzo różnych kobiet, które z założenia nie mają być w żaden sposób spójne. W filmie nie brak emocji, realizmu do obrzydliwości, brudu, korupcji, kłód rzucanych pod nogi policjantom przez durne przepisy i bojących się własnego cienia przełożonych, którzy robią wrażenia, jakby przestępstwa widzieli tylko w protokołach. I tak jak historie pań są od siebie oddzielone w książce, takie samo – mimo starań Vegi – robią wrażenie na wielkim ekranie. Co więcej, przez to, że jest ich wiele, kobiety, które miały być mocne, wciąż pozostały dodatkiem do mężczyzn. Zagubienie Joanny Kulig, dualizm Anny Dereszowskiej, cyniczny merkantylizm Magdaleny Cieleckiej, czy też walka za wszelką cenę o pozory rodzinnej normalności Alicji Bachledy-Curuś – każda z nich mogłaby być wątkiem przynajmniej na 45-minutowy odcinek serialu. W dwugodzinnym filmie nikną.

Na szczęście jest wątek socjopaty Cukra, świetnie zagranego przez najlepszego dla mnie w tym filmie Sebastiana Fabijańskiego. Jego losy są osią fabularną filmu, siłą rzeczy nie da się go więc zaledwie poskrobać po wierzchu. Śledzimy jego rozwój od drobnego złodziejaszka do ucznia, który błyskawicznie przerośnie mistrza, z którego w każdym calu i z każdego otworu cieknie czyste zło. Zło, które w skrajnych momentach dałoby się powstrzymać, które chwilami było bliskie „porażki” z dobrem, zawsze jednak jasnej stronie Mocy coś stawało na przeszkodzie.

O ile jednak Nowe Porządki były porządnym, brutalnym sensacyjnym kinem, z którego czasami można było się pośmiać, tym razem szale wagi przechyliły się w drugą stronę, w efekcie czego na ekranie mamy komedię z przestępczymi pełnymi brutalności przebitkami. Z jednej strony dobrze, bo można się zdrowo pośmiać. Z drugiej jednak – cholera, wracając do domu czułem się dziwnie z tym, że rżałem z komizmu sytuacji, gdy na ekranie ktoś potężnie cierpiał. Wiem, wiem – to tylko film, jednak czyż film nie w nas wywołać magicznego poczucia, że to, co widzimy dzieje się naprawdę? Tomek Oświeciński w roli Stracha nie zawodzi, Maja Ostaszewska przywdziewająca ponownie szaty Olki prostej jak karta kredytowa, którą do zera wysącza Majamiemu (też zdegradowanemu do roli bardziej epizodycznej) to miła odmiana od ciągłych cierpiętniczych egzystencjalnych ról życiowych pierdół, ale nie oszukujmy się – oboje znaleźli się w scenariuszu dlatego, że widzowie pokochali te postaci po Nowych Porządkach.

Idąc na Pitbull: Niebezpieczne Kobiety spodziewałem się sensacji, filmu, który wzbudzi trwogę, po raz kolejny rzuci na kolana brutalnością i realizmem, z mocnymi postaciami kobiecymi. Dostałem film, który rozbawił, ze świetną pierwszoplanową rolą męską. To wciąż dobry film, na Filmwebie dam mu 6/10, ale kompletnie nie tego się spodziewałem. Ależ ja bym chciał, żeby Vega zrobił z tego filmu mini-serial – to byłoby mistrzostwo świata. A tymczasem:

niedlakazdego