Piwojad Sir Barley – Jak sos zagęszczony mąką

Im mniej stopni na termometrze, tym więcej stopni Plato w piwie – taka zasada przyświeca beergeekowi, gdy sama świadomość potrzeby wyjścia na dwór wywołuje dygot z zimna. Spodziewajcie się zatem więcej tekstów o porterach, RISach, czy barley wine’ach.  Może w końcu zacznę trafiać na udane.

Browar Piwojad wywołuje we mnie mieszane uczucia i chyba  bardziej w kierunku tych negatywnych. Nazwa jakaś taka pretensjonalna, mrówkojad pijący piwo – well, jakoś mi to nie gra. A same piwa też nic nie urwały. Jedyne, które bardziej wbiło mi się w pamięć, to Onyks, bardzo fajny, wyrazisty, choć nieco wodnisty RIS.

Niestety ich nowy wypust, angielskie barley wine, idealnie wpisuje się w to, do czego krakowianie zdążyli mnie już przyzwyczaić. Na etykiecie (w necie, bo z beczki piłem) 22 BLG, a w ustach – no cholera, w ustach takie niewiadomoco. Porównując to do doznać kulinarnych to powiedziałbym, że dostałem rzadki sos, zagęszczony mąką.

No a jak już na wejściu nie ma potęgi jęczmiennego wina, to dalej też już jej nie będzie. Jest jednowymiarowo, płasko, a w tle gdzieś majaczą wygotowane trawy, to chmiel pewnie. Piwo ani nie pachnie, ani nie smakuje, ani nie rozgrzewa. To ostatnia szansa, jaką dałem Piwojadowi, jeśli w ogóle wrócę to chyba dopiero, gdy zobaczę wysoką średnią ocen jakiegoś piwa na Untappd. Póki co, zdecydowanie nam nie po drodze. A tak chciałem się miło zaskoczyć 🙁

sirbarley