Oddychać. Nie oddychać. Nie oddychać. Nie oddychać…

Uwielbiam ten klasyczny kabaretowy numer, jeszcze za czasów Smolenia i Laskowika, kiedy „lekarz” badając pacjenta mówi: „Oddychać. Nie oddychać…” – po czym zaczyna rozmawiać z kolegą, a bidny pacjent sinieje. Żarty żartami, ale kiedy ostatnio przyjrzałem się dostępnym choćby tutaj odczytom z ogólnodostępnych stacji pomiaru powietrza i – cholera – jest źle.

pogodaŚmiałem się kiedyś, że na Śląsku i w Krakowie widać, czym oddychamy, a tymczasem okazuje się, że Warszawa zaczyna w tej niechlubnej kategorii przodować i to nie tylko w skali Polski, ale i Europy. Taki odczyt, jak ten który widzicie obok, powinien natychmiast uruchomić procedury kryzysowe na poziomie miasta! Za stroną Wojewódzkiego Inspektoratu Ochrony Środowiska w Warszawie:

Pył PM2,5 zawiera cząstki o średnicy mniejszej niż 2,5 mikrometra, które mogą docierać do górnych dróg oddechowych, płuc oraz przenikać do krwi. PM 2,5 absorbowane są w górnych i dolnych drogach oddechowych i mogą również przenikać do krwi, mogą powodować kaszel, trudności z oddychaniem i zadyszkę, szczególnie w czasie wysiłku fizycznego.

Jak bardzo zły jest ten wynik z obrazka? Znów zacytujmy WIOŚ:

Docelowa wartość średnioroczna dla pyłu PM2,5 wynosi 25 µg/m3, poziom dopuszczalny 25 µg/m3, a poziom dopuszczalny powiększony o margines tolerancji dla 2012 r. 27 µg/m3.

Czyli, biorąc pod uwagę, że na większości stacji w Warszawie odczyty regularnie przekraczają 200 µg/m3jesteśmy w dupie. Nie czarnej – raczej szarej, zapylonej.

Jak żyć? Ja, zbliżając się w rejony mojego zakładu pracy, 2,5 kilometra od którego znajduje się stacja z jednymi z najgorszych odczytów w Europie, po prostu zakładam maskę, nieważne, że ludzie patrzą się na mnie jak na idiotę. Bardziej martwi mnie jednak to, że miasto, mimo koszmarnych wyników z – było nie było – oficjalnych stacji pomiaru jakości powietrza nie informuje mieszkańców o tym, że jest źle i nie wydaje alarmów, gdy jest bardzo źle. Na szczęście w moim miejscu zamieszkania odczyty są jeszcze w miarę sensowne, ale gdybym mieszkał tam, gdzie pracuję, bałbym się wysyłać dzieci na dwór!

Halo, władze miasta: jeśli zamkniecie oczy to problem zniknie tylko dla Was. Czy naprawdę zamierzacie dawać się ludziom kompletnie nieświadomie truć??? To co do ciężkich cholery w takim razie należy do Waszych statutowych obowiązków z wyjątkiem pokazywania się i przecinania wstęg?