Weź internet na dwór, naucz się historii

gramiejskaNarzekamy na internet. Generalnie cały czas narzekamy, taka moda, taki klimat, te rzeczy. I że czasy się zmieniły, nie oderwie się dzieci od ekranów. Cóż, jak podobno powiedział Einstein (choć nie ma tekstów źródłowych, które by to udowodniły):

Wszyscy wiedzą, że czegoś nie da się zrobić. I wtedy pojawia się ten jeden, który nie wie, że się nie da, i on właśnie to coś robi.

Poznajcie Komunikacyjną Grę Miejską, wspólne przedsięwzięcie Światowego Związku Żołnierzy Armii Krajowej,  Fundacji Polskiego Państwa Podziemnego oraz stołecznego Zarządu Transportu Miejskiego. Znakomity pomysł, jak nie odrywając się (przynajmniej nie do końca) od smartfona i internetu poznać historię miasta i jego bohaterów (nierzadko przecież niewiele starszych od uczniów szkoły podstawowej), a przy okazji zaliczyć parę kilometrów „z buta” znacznie efektywniej, niż w przypadku ganiania za Pokemonami. Młodszym przy okazji taki spacer nie zaszkodzi, gdy przyjdzie pora na klasówki z historii dotyczące II wojny światowej, a starszym… hmmm, starsi będą mieli okazję, by w tym rozpędzonym świecie po prostu trochę zwolnić.

tabliczka_mpO co w tym wszystkim chodzi? W 50 z wielu rozmieszczonych po całej Warszawie Miejsc Pamięci znajdziemy przyczepione do nich tabliczki z kodem QR. Wystarczy je zeskanować dowolnym smartfonem przy użyciu jednej z wielu aplikacji do odczytywania kodów QR, a zostaniemy przeniesieni (w sumie to nie my, tylko nasz smartfon) na stronę WWW poświęconą konkretnemu miejscu pamięci. Przeczytamy na niej informacje o miejscu/oddziale/człowieku/ludziach/zdarzeniu, któremu poświęcone jest miejsce, czasem o historii samego miejsca, informacje mogą dotyczyć zarówno czasów przedwojennych, jak i okresu wojennego. Możemy również odsłuchać pliku dźwiękowego z najważniejszymi informacjami. Jeśli czujemy się gotowi i nauczeni, klikamy w link „Pytania testowe” i przychodzi czas próby – odpowiedzi na pięć pytań testowych, za które możemy zdobyć od 5 (w zasadzie od zera, ale bez przesady) – jeśli nie chciało nam się iść i odpowiadamy przez internet – do 12 (jeśli jesteśmy na miejscu, udzieliliśmy przeglądarce zgody na lokalizację i odpowiemy na wszystkie pytania) punktów. Dodatkowe „oczka” zdobywamy za podróż komunikacją miejską, skanując na przystanku nieco inny kod:

tabliczka_ztm

W przypadku kodu może być pewien problem, bowiem naklejek nie ma na wszystkich przystankach, ale na to też jest pomysł. Przed wejściem do środka komunikacji musimy po prostu wpisać w przeglądarce telefonu link https://armiakrajowa.org.pl/ztm/?t=xxxx, gdzie xxxx to czterocyfrowy numer przystanku, który możecie znaleźć na każdym rozkładzie jazdy w gablocie w lewym dolnym rogu. Podobnie na „mecie”, jeśli tam też nie ma kodu, wpisujecie URL z odpowiednim numerem i zaznaczacie „koniec podróży”. Przy zapisie pierwszego przejazdu, bądź pobycie w pierwszym miejscu pamięci będziecie jeszcze musieli zarejestrować swoją drużynę – jeśli wpiszecie dzielnicę i szkołę/uczelnię, zarobicie punkty również dla nich.

Wiecie co Wam powiem? Ta gra nie tylko niesamowicie wciąga, ale też uczy pokory i spokoju. Dlaczego pokory? Gdy przejdziecie się w poszukiwaniu powstańczych kwater po Cmentarzu Powązkowskim, poczytacie o niesamowitych zasługach tych młodych ludzi, zdacie sobie sprawę, widząc na własne oczy, że oddali życie zanim jeszcze na dobre je zaczęli, po to, żebyś to Ty, i Ty, i ja (tak, Ty też!) mogli żyć w wolnym kraju. Abstrahując od tego, czy Powstanie w ogóle miało sens, bo nie o tym jest ta opowieść, na pewno nie poświęcili życia po to, żebyśmy my, w wolnym kraju, byli dla siebie chamscy, niemili i nieżyczliwi. Czytając o historiach i o bohaterstwie żołnierzy Armii Krajowej po raz kolejny zdaję sobie sprawę, jak miałka i nieistotna jest znaczna część tego, co ja nazywam „problemami”.

To tylko jednak z przyczyn, dla której chodzenie po kolejnych punktach wciąga mnie na tyle, że potrafię wysiąść z tramwaju po drodze do domu, albo nadłożyć drogi, czy wyjść wcześniej do pracy, nawet gdy na dworze mróz, a z nieba pada coś białego. Lubię rywalizację i świadomość tego, że drużyna mojego syna i jego kumpli (i koleżanki) ze szkoły ociera się o pierwszą piątkę klasyfikacji generalnej, powodują, że nie chce mi się przestawać. Tak, tak – drużynę syna i kumpli, bo grą „zaraziłem” się, gdy wychowawczyni Młodego (która, wszystko na to wskazuje, wygra edycję jesienną!) zabrała młodzież i rodziców któregoś weekendu na grę celem integracji. Choć ta edycja kończy się za 10 dni, warto nastawić się na kolejną od 15. marca. Już ustaliłem z chłopakami, że wszystkie punkty odwiedzimy osobiście i zdecydowanie powalczymy o pierwszą trójkę, a oni pouczą się historii. Jeśli nie chcemy wypuszczać z ręki smartfona, to nie ma lepszego pomysłu.

Gorąco polecam,

chcebardzo