Podgórz Burgundowy Łowca 2016 – Lepiej późno… i smacznie

Pierwsze skojarzenie z Browarem Podgórz? Nie wiem jak dla Was, ale dla mnie – owce. Na każdej etykiecie jedna lub więcej przyjaznych wełniaczków. Jeśli chodzi o smak, to niestety rzadko trafiam na piwa z Podgórza, a jakby tego było, rok temu na Warszawskim Festiwalu Piwa jednym z największych rozczarowań było dla mnie debiutanckie zdaje się barley wine spod piwowarskiej łychy Łukasza Jajecznicy. Dlatego, gdy zobaczyłem w Piwomaniaku tegoroczną edycję, oczywiście od razu kupiłem, dlaczegóżby bowiem nie dać drugiej szansy?

Było warto! Nie bez kozery boldem – bo nie dość, że wcześniej jedno piwo (nazwę browaru z litości przemilczę) wylałem do zlewu, bo smakowało jak ekstrakt maślany, drugie zaś było takie nijakie – no, nijakie takie, Łowca był moją ostatnią nadzieją na udane zakończenie beznadziejnego weekendu. Udało się! W zapachu tradycyjnie gęstość, słodycz, nutka owoców, karmel gorący, taki na granicy przypalenia. W smaku jest gęsto, słodko – znów na granicy, prawie ulepkowato, ale jednak nie. I dobrze, bo beer geek nie Wiesław Wszywka, a płytsze odfermentowanie usunęło główną jak dla mnie wadę pierwszej edycji, czyli koszmarną jak na BW wodnistość. Tu o wodnistości nie ma mowy, piwo się dostojnie sączy, miałem wrażenie, że piję, piję, piję, a jego wciąż nie ubywa (nie to, żebym narzekał 🙂 ). W tle gdzieś tam majaczy chmiel, ale nawet nie śmie wysuwać się na pierwszy plan. Dębina z płatków, z którymi piwo leżakowało? Hmm, może coś w tym jest. Wciąż pracuję nad percepcją smaków, bo ileż można Wam pisać, że „bukiet był bogaty”, ale faktycznie chyba była jedną z części kompozycji smakowej. Czytałem na untappd, że niektórzy twierdzili, że piwo jest zbyt alkoholowe – ja na ten przykład C2H5OH nie wyczułem w ogóle, tym fajniej piło mi się to piwo. Chyba jedne z lepszych polskich BW jakie ostatnio piłem. Do Weer&Wind nie ma podejścia, ale nie od razu Kraków zbudowano. Czekam na edycję 2017!

burgundowylowca_2016