Wiko uFeel Prime – Kompromisy? Niekoniecznie!

Android + tani telefon = kompromisy. Czy raczej inaczej – KOMPROMISY, nawet nie przez Wielkie K, ale w ogóle wielkimi literami. To pierwsze skojarzenie, jeśli chodzi o rozwiązanie tego bardzo często spotykanego równania. Równania, które kompletnie zaburza Wiko uFeel Prime.

Miało nie być na łamach ChcęTo Bloga o procesorach i gigahercach, ale tu nie mogę się powstrzymać. Procesor to pierwsze co wywołało we mnie duże obawy, gdy pomyślałem o nowym flagowcu wchodzącej już bodaj od roku na średnią półkę telefonów w naszym kraju francuskiej firmy Wiko? Snapdragon 430? Toż to się ewentualnie do smartwatcha nadaje, ale do telefonu? Tymczasem okazuje się, że uFeel Prime nie tylko działa – on działa bardzo płynnie, jak na średnią półkę to wręcz świetnie. Przez pewien czas był moim głównym telefonem i wiecie co? Działał bez żadnych zastrzeżeń. Nie odpalałem na nim żadnych bardzo wymagających gier, nawet Minecrafta sobie odpuściłem, ale pasjans się nie zacinał, Chrome działał, czytnik RSSów też, Twitter nie zamulał. Naprawdę byłem mocno zaskoczony, bo spodziewałem się, że będę miał ochotę rzucić Prime’a w kąt, a tymczasem szybko się do niego przyzwyczaiłem! Myślę, że w dużej części dzięki niespotykanym telefonach w cenie w okolicach 1k PLN 4 gigabajtom RAMu. Myślałem, że procesor nie nadąży za pamięcią, tymczasem okazuje się, że to właśnie ona „bierze na klatę” większość potrzeb obliczeniowych, dzięki czemu ciężko mieć zastrzeżenia do uFeel Prime’a.

Tym bardziej, że nie tylko przyzwoicie działa, ale też ładnie wygląda. Aluminiowa obudowa wygląda genialnie, klasycznie, ale z drugiej strony jest dość śliska, więc trzeba uważać, żeby przypadkiem telefon nie wyślizgnął się nam z rąk. Przy sugerowanej cenie 1099 PLN naturalną grupą docelową Wiko uFeel Prime są dzieci ew. osoby starsze, stąd wielkie brawa za uruchamiającą się przy starcie aplikacji Starter, prowadzącej za rączkę przez proces uruchomienia i skonfigurowania urządzenia. Mamy też wciąż nie będący normą w urządzeniach ze średniej półki czytnik odcisków palców. Producent reklamuje jako to, co ma pociągnąć sprzedaż, bowiem możemy skonfigurować odrębną reakcję na każdy z pięciu odcisków palców. Fajnie, że wskazującym mogę odblokować, kciukiem zadzwonić do żony, małym (palcem! świntuchy 🙂 ) wysłać SMSa, a np. „palcem fuckalcem” uruchomić Twittera, ale to wciąż tylko ciekawostka 🙂 A czy coś mi się nie podobało? Bateria nic nie urwała (pozdrawiam właścicieli Note 7 😉 ), warto by też było dopracować tłumaczenia. Nie jest fajna sytuacja, gdy zdarzają się sytuacje, w których połowa komunikatu jest po angielsku, a druga po polsku, ewentualnie spotykają nas takie kwiatki jak „Weź rozmowy”.  Czy to wpływa na całokształt odbioru? Dla mnie nie. Mógłbym ten telefon kupić synowi. Może się skuszę?