Lenovo Moto Z – Czy on naprawdę jest taki cienki?

Gdy podczas premiery Wiko uFeel Prime zobaczyłem w ręku u Kasi Pury abstrakcyjnie cienki telefon, Kasia musiała chyba zobaczyć szok na mojej twarzy, bo zdążyła odpowiedzieć na pytanie zanim je zadałem:

– Lenovo Moto Z.

Wiedziałem, że muszę go mieć i faktycznie niebawem trafił w moje łapy.

Faktycznie, cienki jak cholera. Cienki, ale nie wątły, czy kruchy – aluminiowe ramki wokół dwóch szklanych tafli nie tylko ślicznie wyglądają, ale także (a może przede wszystkim?) wzmacniają konstrukcję. Co prawda nie do tego stopnia, bym odważył się schować Moto Z do tylnej kieszeni i usiąść ;), ale nie mam obaw, że rozpadnie mi się w rękach.

„Chudość” urządzenia musiała oczywiście wpłynąć na baterię, i choć da się przeżyć bez ładowania dzień dzień roboczy (czyli 7-17, nie nastawiajcie się na wiele), warto trzymać na podorędziu powerbank. Nie ma jednak dramatu, bowiem dzięki funkcji Quick Charge potrzebujemy zaledwie paru chwil, by telefon dał radę popracować przez kolejne parę godzin.

Na co dzień z tak specyficznym telefonem pracuje się… no dobra, trochę dziwnie. Było nie było, mówimy o telefonie z ekranem o przekątnej 5,5 cala, co przy 5 milimetrach grubości, gdy przytykamy go od ucha, czasami sprawia wrażenie, jakbyśmy rozmawiali z naleśnika – cienkiego i rozjechanego 🙂 Kiedy jednak używamy go do zastosowań charakterystycznych dla smartfona, wady zanikają. Wielki ekran QHD to sama przyjemność przy oglądaniu Youtuba, seriali, śmiganiu po internecie, czy graniu. Nie ma problemu, że cokolwiek zadziała wolniej – uruchamiałem mnóstwo aplikacji, żadnej nie wyłączałem, a telefon wzorowo gospodarował zasobami – 4 GB RAMu zrobiło swoje. Dla fanów benchmarków – z testowanych przeze mnie urządzeń szybszy był tylko iPhone 7 Plus.

Największe wrażenie zrobiła na mnie jednak możliwość „oszczędnego” przeglądania powiadomień. Gdy pomachamy nad ekranem dłonią, wybudzi się w trybie czarno-białym, a na dole zobaczymy logo aplikacji, która wygenerowała nieodczytane powiadomienie. Wystarczy je dotknąć, by przeczytać początek treści i ew. przesunięciem w dół odhaczyć powiadomienie jako obejrzane i przejść do następnego. Brakowało mi tylko Moto Mods, bo to one są tym, co w przypadku Moto Z najbardziej robi różnicę. Gdy w końcu trafi do mnie telefon z modami – spodziewajcie się kolejnego materiału. Ale i bez modów, to świetne urządzenie. Oczarowało mnie.