Co nas czeka w gadżetach, czyli nuda panie, nuda…

Na początek roku testu nie będzie, bo jakoś tak mnie na refleksje o gadżetach naszło. Bo tak w sumie to tak się zastanawiam, czego się w kwestii gadżetów spodziewać? Nie tylko w tym roku, ale w ogóle. Bo w sumie z jednej strony rynek mamy wysycony, telefonów w sumie zebrałoby się chyba więcej niż ludzi, a jeśli chodzi o nowe pomysły, to…

I tak się zastanawiam, czy w ogóle będzie o czym pisać. No bo jakie mogą być tegoroczne telefony? Większe? Mniejsze? Z szybszym procesorem? Z 12 GB RAMu?

Ziew. Snapdragon 820 już daje radę. 4 GB RAMu jest OK. Lepszy aparat? Ziew. Są już telefony, które spełniają wymagania profesjonalistów, a „komórka” i tak nigdy nie zastąpi lustrzanki. Tak samo zresztą jak porządnego nagłośnienia. Tablety? Ja uwielbiam tablety, ale już Sony pokazało, że akurat w tej dziedzinie coroczne premiery nie mają sensu, bo to urządzenie, które zmienia się jeszcze rzadziej, niż smartfon. Poza tym telefony są drogie, a społeczeństwo nie robi się bogatsze, ergo – nowości kupują tylko bogacze i freacy? freakowie? świry, o.

Chyba jedyne na co liczę, to kolejne telefony modułowe. Nie trafiły do mnie jeszcze mody do Moto Z i to jest chyba jedna z niewielu rzeczy, które potrafią wybić mnie z noworocznego marazmu, stając nieco w kontrze do mojego marudzenia w poprzednim akapicie. Sam telefon to jedno, ale gdy dołączymy do niego moduł, bez wielkich strat dla jego atrakcyjności wizualnej, to już inna sprawa. Liczę też, że ze stagnacji wyrwą się urządzenia ubieralne, które przez cały ubiegły rok były w zasadzie takie same. Fajnie by było też, gdyby pojawiło się więcej gadżetów domowych, możliwych do zdalnego sterowania z dowolnego miejsca na świecie (jak choćby odkurzacze Roomba serii 9xx), ułatwiające nam życie tak po prostu, bez konieczności zbytniej interakcji, takim świrom jak ja udostępniające niejako przy okazji rozbudowane statystyki tego-co-robią.

A Wy? Czego gadżetowego oczekujecie po 2017 roku?