Podgórz 652 m n.p.m. – Aksamitna kołderka po roku w tanku

Piwa ciemne bardzo często zyskują na leżakowaniu. To nie reguła, ale udaje się tak często, że jeśli wyczaicie dobre piwo, można je w ciemno ładować na rok do chłodnej piwnicy. W Browarze Podgórz wpadli więc na przewrotny pomysł, by zdjąć z beergeeka – albo po prostu zwykłego sympatyka piwa – konieczność wytrzymania w ascezie, gdy po pyszności wystarczy zejść parę metrów/pięter na dół i zdecydowali się… sami leżakować swój flagowy produkt, czyli porter bałtycki „652 m n.p.m.”. Dokładnie tak – gdy kolejna (ostatnio druga) warka pojawia się na rynku, oznacza to, że z fermentorów wyszła rok wcześniej, by kolejne 365 dni przeleżeć w tanku w browarze. W efekcie dostajemy produkt z gatunku droższych, bo było nie było koszt zajęcia tanków przez rok to nie złotówka od butelki. Czy jednak efekt organoleptyczny dowodzi słuszności tej decyzji?

Już po zrzuceniu kapsla czuć, że zdecydowanie TAK! Jest słodko, przede wszystkim czekoladowo i waniliowo. Taki trochę płynny donut light (light, bo to nie jest męcząca, ulepkowata słodycz, ona jest, hmmm… szlachetna). Mógłbym to piwo wyłącznie wąchać, jakby ktoś mi dał perfumy o jego zapachu, to chyba bym się nimi spsikał. No ale – było nie było – piwo służy jednak do picia. Łykam więc, i…

Ależ ono jest aksamitne! Tu widać największy chyba zysk z leżakowania. Nie ma agresji, nie ma sytuacji, żeby w tym piwie coś nie grało, ono układa się z naszym gardłem i przełykiem tak idealnie, jak partner (to rodzaj nijaki, płeć zależna od tego, co preferujecie, ja nie wnikam) przytulony do nas na „łyżeczkę”. Miałem wrażenie, jakby było uwarzone idealnie pod moje gusta, odczucie miękkiego, puchatego kocyka… Dodajcie do tego jeszcze czekoladę, pralinki wiśniowe, odrobinkę śliwek, ciut kawowej paloności, ale dosłownie ciut, w żaden sposób nie usiłującej wydobyć się spod kapitalnie łagodnej tekstury tego piwa.

Dawno nie piłem tak bezbłędnie ułożonego „Bałtyka”, nie wiem, czy w ogóle. Jeśli szukacie pomysłu, jak świętować w sobotę 21.01 Święto Porteru Bałtyckiego, to to jest bardzo dobry pomysł. Przy założeniu, że gdziekolwiek dostaniecie to piwo, bowiem – z powodów podanych na wstępie – warzone jest w ilości mocno ograniczonej i rozchodzi się na pniu. Ale uwierzcie mi, warto jak cholera!

Idziecie gdzieś na sobotnie świąteczne imprezy? Ja do Jabeerwocky, gdzie Imperium Prunum 2017 i Projekt 30 Browaru Maryensztadt w jednym stali domu. Pewnie w sobotę, ewentualnie w niedzielę, coś o tym napiszę.