Nie chcę takiej Warszawy!

Wiem, miało nie być o polityce. Nie będzie. Choć powód, dla którego nasi rządzący wpadli na pomysł „dość znaczącego” poszerzenia granic Warszawy jest oczywisty i nie trzeba czekać do przyszłorocznej wizyty przy wyborczych urnach, by go poznać. Ale to jedyna dziedzina w której ten chory pomysł może mieć sens. A pozostałe?

Budżety. Centralne sterowanie to mieliśmy w latach 1945-1989, a potem generalnie – well, uznano ten pomysł za niemodny. Łagodnie mówiąc. Wyjeżdżając poza Warszawę można łatwo zauważyć, że włodarze niektórych gmin „wianuszka” znakomicie sobie radzą z wydawaniem publicznych pieniędzy (i nie, nie ironizuję), a mam wrażenie, że przy planowanych zmianach to wszystko pójdzie do jednego wora i niekoniecznie będzie dzielone tak jak wymarzyliby sobie burmistrzowie Zielonki, czy Babic. Generalnie – wietrzę urawniłowkę.

Komunikacja. No bo jak, skoro mamy Warszawę, a nie jakąś tam Podkowę, czy Brwinów, to płaćmy za komunikację jak warszawiacy! Przecież jesteśmy teraz dzielnicą Warszawy, z jakiej racji mamy płacić 2 razy tyle za bilety? Hmmm…

 

 

 

 

 

 

 

 

Przyzwyczajenia. Po co zmieniać coś, co przez lata działało? To nie jest kwestia zmiany liczby województw w 1998, przede wszystkim dlatego, że wtedy zmniejszaliśmy, a poza tym – get real – województwo tarnobrzeskie? Chełmskie? Ostrołęckie? Z całym szacunkiem dla mieszkańców byłych miast wojewódzkich, ale – bez jaj…

Odgórne decyzje. Ludzie nie lubią, gdy ich do czegokolwiek zmuszać. Gdy 15 lat temu do grona stołecznych dzielnic dołączała Wesoła, było to efektem referendum, w którym 70% osób opowiedziało się za tą decyzją. Inna sprawa, że do urn poszedł 1 na czterech mieszkańców, więc tak naprawdę decyzję podjęło 4279 osób (17,5% wszystkich mieszkańców). Niestety wyborczy mamtowdupizm jest chorobą polskiej wolności, a nieobecni po prostu nie mają racji. Nie widzę wygranych referendów we wszystkich gminach „wianuszka”, chyba, że w taki sposób jak w 1946 roku.

Patriotyzm lokalny. Mam wrażenie, że tego pomysłodawcy samorządowej deformy kompletnie nie doceniają. Jestem warszawiakiem ale nie burakiem, nie stanowi dla mnie problemu, że ktoś mieszka w okolicy stolicy, ale znam wielu ludzi, których rozpiera Duma przez duże D. Zarówno z racji mieszkania w Warszawie, jak i na wsi 😉 Żeby się nie okazało (tzn. ja bym nie żałował), że to, co miało pomóc pomysłodawcom w wyborach samorządowych obróci się przeciwko nim i mieszkańcy (pod)Warszawskich miejscowości/nowych dzielnic zbiorowo i gremialnie pokażą jednej z opcji politycznych sztywny i wyprostowany środkowy palec?

Bo wiecie co jest w tym wszystkim najgorsze? Jak będą chcieli to to przegłosują. Wszystko przegłosują. Sami sobie zgotowaliśmy ten los.

Grafika ze strony głównej autorstwa bezbłędnego jak zwykle Andrzeja Milewskiego (http://andrzejrysuje.pl) dla Gazety Wyborczej (http://wyborcza.pl/)

  • redmad

    Jeżeli chcą wygrać wybory w Warszawie to muszą to zrobić. A to oznacza, że macie przejebane. Piszę z Opola i wiem jak liczy się głos ludzi, których takie decyzje bezpośrednio dotyczą. U nas to był pikuś, zachcianka prezydenta, u Was sama Partia tego chce. Współczucia.

    • chceto

      I co gorsza będą robić co chcą niezależnie od woli ludzi, bo ich mają w du… tzn. poza orbitą zainteresowań.