4K HDR to nowe 3D

Pomysł telewizorów 3D umarł. Przynajmniej tak przeczytałem kilka dni. Nie będę płakał – akurat ta technologia to było jak dla mnie po prostu mniej lub bardziej ordynarne wyciąganie kasy, za coś, co mało kto z własnej woli regularnie oglądał. Widać to zresztą w kinach, gdzie – jak odnoszę wrażenie – ludzie gremialnie wybierają produkcje „płaskie”. Co w takim razie jest „the next big thing” rynku telewizorów? Wiem, że będą tacy, którzy pukną się w głowę, twierdząc: „Ale Amerykę odkrył!”, ale przecież geek i tak jest obryty w większości poruszanych tu tematów. A zwykły człowiek, idąc po nowy telewizor do sklepu, wybierze Full HD, bo „tę nazwę już gdzieś słyszałem”. Na obco brzmiące 4K/SUHD/Super UHD nawet nie spojrzy. A potem będzie żałował.

Od kilku dni mam okazję – dzięki uprzejmości Samsung Polska – testować 49-calowy telewizor w standardzie Super UHD. O samym urządzeniu napiszę jeszcze szerzej, dziwnie by było opisywać je po kilku dniach, ale jednego jestem już pewien – bardzo chciałbym mieć taki telewizor. Dlaczego? Pomijając zbędne technikalia, których oczywiście tu nie znajdziecie – jeśli uważacie, że Full HD (1080p) jest dokładne, to wyobraźcie sobie obraz czterokrotnie dokładniejszy.

Co ciekawe, mojej szanownej małżonce niekoniecznie to odpowiada. Bo o ile mnie mnogość detali urywa dupę i powoduje opad szczęki, to Małżonka twierdzi, że… jest zbyt naturalnie. Coś w tym jest, bo np. w przypadku filmu Do-Over z Netflixa (film generalnie żenujący, ale potrzebowałem czegoś w 4K, czego jeszcze nie widziałem) faktycznie miałem wrażenie, jakbym oglądał aktorów w teatrze, za szybą. Bez ściemy. Ostro, naturalnie, czasami wręcz zbyt naturalnie. Ale z drugiej strony, odpaliłem Amazonowe The Grand Tour, ich jedyny program nagrywany w HDR i nie byłem w stanie wypowiedzieć słowa… To, co w filmie fabularnym raziło, tutaj niesamowicie wpłynęło na percepcję. wyraziste i ostre auta, perfekcyjne detale w charakterystycznym dla programów Clarksona, Hammonda i Maya slow-motion w zbliżeniu, do tego soczystość barw – to wszystko powoduje, że przy oddawaniu Samsunga mam ochotę wypuścić z rąk mój domowy telewizor „zaledwie” Full HD. Oczywiście nie zrobię tego, bo ten tekst czyta na bank moja żona ;), ale wiem jedno. Kiedy mój telewizor dokona żywota, nie ma żadnego wyboru – bierzemy pudło SUHD. Bo o ile 3D było kompletnie z dupy, bolała po nim głowa, a treściom nie pomogło nawet szukanie z halogenem w ręku (że o świecy nie wspomnę), to materiałów 4K będzie coraz więcej. I przy wrodzonym lenistwie ludzi Internetu 3.0 naturalizm najpiękniejszych miejsc całego świata będziemy mogli obejrzeć na telewizorze we własnym salonie.

Cholera.