Warzymy, czyli Nowozelandzka IPA, przypadkiem imperialna

Znowu się za warzenie wziąłem, akurat była okazja, poniedziałek w domu, Małżonka nie będzie narzekać, że zapach zły, więc o 12 nad ranem 😉 wziąłem się za gary. Tym razem piwo, które od dawna za mną chodziło, czyli IPA na nowozelandzkich chmielach. Winogrona, mandarynki, itp. – zdecydowanie #chcęto i #lubięto, zawsze jakaś odmiana po wszechobecnej „hameryce”.

Jako, że kolega mój serdeczny, który niejako zaraził mnie tematem warzenia piwa (sprzedał mi swój sprzęt 🙂 ) zwrócił mi uwagę, że w moich tekstach o warzeniu brakuje rzeczy najpoważniejszej, czyli receptury – voila. Słód monachijski dorzuciłem, bo… został mi po warzeniu quadrupla, płatki – bo chciałem piwo „wygładzić”. No i duuuużo chmielu, przede wszystkim na zimno, żeby cudnie pachniało. Warka 15 litrów.

Od razu zapowiadam, że nie czuję się Alfą i Romeą ;), więc jeśli czytają to doświadczeni piwowarzy i mają jakieś uwagi – zdecydowanie komentarze są Wasze.

A jak wyglądało same warzenie? Tu też mam parę obrazków:

Słód ześrutowałem już poprzedniego dnia,
żeby nie marnować czasu
Podgrzewanie wody do zacierania w wielkim
garze trochę trwa. Dlatego od razu leję
gorącą z kranu
Utrzymanie zacieru w konkretnej
temperaturze wcale nie okazało się być
takie proste. Tam, gdzie palniki, było
wyraźnie cieplej, trzeba było uważać
i mieszać
Filtrowanie tego piwa to był koszmar.
Potrzebowałem 18 litrów, wysładzałem
do 2-3 BLG, trwało to prawie półtorej
godziny. Masakra, hejt.
  Chmielenie to już sama przyjemność,
choć „działek” do wsypania było
całkiem sporo

A na koniec oczywiście musiało się okazać, że coś poszło nie tak. Schłodziłem (sorry, w kuchni był już wtedy taki pierdzielnik, że zdjęć nie robiłem), zadałem uprzednio zrehydratyzowane (trudne słowo) drożdże, a gdy już wstawiłem fermentor do… zsypu na piętrze (bardzo dobre warunki do fermentacji, stała w miarę niska temperatura), przypomniałem sobie, że przecież z wrzącej brzeczki odlałem co nieco, żeby sprawdzić BLG. Wszystko było szykowane na 15-16 BLG, a tymczasem balingomierz zanurzył się aż do 20… Z jednej strony fajnie, wyszła imperialna IPA, ale co ja cholera robiłem nie tak?

Cóż, trzeba jeszcze poczytać. Dużo poczytać.