Kto pamięta mailowe listy dyskusyjne?

Jakoś tak mnie naszło ostatnio, gdy po prawie 2 miesiącach oczekiwania doczekałem się wreszcie (no może nie wymarzonego, bez przesady, po prostu… chciałem tam być) akcesu na Jepiwkę, naszło mnie jakoś tak na dinozaurowatość. Tzn. że ja jestem dinozaurem ery internetu. I choć wiem, że kijem postępu nie zawrócę, to cholera jakoś tak szkoda przeszłości.

Początki internetu, które pamiętają tylko takie dinozaury jak ja, bardziej przypominały czas sprzed szału na wykorzystanie możliwości Sieci. Nie było zarzucania mnóstem informacji, setek znajomych na Facebooku, dostępu każdego do wszystkiego. Dla osób przyzwyczajonych do grup na FB, korzystanie z mailowej listy dyskusyjnej musiałoby wyglądać mocno przedpotopowo: wysyłamy maila na adres grupy i dostają go wszyscy. Nie potrzeba wypasionych smartfonów, mocnej bater… A nie – czekajcie – przecież wtedy w ogóle nie był smartfonów! Wtedy były modemy 14,4 kbps i netykieta, która specyfikowała nawet jak długa może być sygnaturka maila, bo… ściąganie zbyt długich maili to zbyt duże pliki i długi czas online, bo przecież płaciło się za każdą minutę.

Z jednej strony tragedia, prawie, że analogowość, ale z drugiej to był taki internet cichy, spokojny i elitarny, bez buractwa i tłumów ludzi. Wiele znajomości, a niekiedy przyjaźni, zawiązanych na łamach listy dyskusyjnej RallyPL, trwa do dzisiaj, choć minęło przeszło 20 lat, a spora część z nas, niegdyś nastolatków, to teraz znane postacie mediów, sportu, czy biznesu. W dzisiejszych czasach i zalewie grup na monopolizującym każdą dziedzinę życia Facebooku, jakoś tego nie widzę.