Soundbar Samsung HW-K650 – Kiść bananów na tylnym siedzeniu

„Głośnik do telewizora? No bez jaj, po co mi coś takiego, przecież jest w telewizorze!” – znacie ten tekst? Stawiam, że w przypadku przynajmniej połowy z Was dokładnie odzwierciedla on Wasze myśli, no bo… no bo tak, w sumie po co, skoro jest? Też tak myślałem, do momentu, aż nie trafiło do mnie kilka ciekawych produktów pewnej firmy, o której akurat to nie napiszę, bo ten tekst to nie o niej. Gdy jednak trafił do mnie nowy soundbar Samsunga, HW-K650, pomyślałem – cholera, chcę coś takiego!

Słuchanie dźwięku z telewizora, a z dedykowanego urządzenia to trochę jak koncert symfoniczny przez telefon. No dobra, trochę przesadzam – tak to jest w przypadku mojego pięcioletniego TV, teraz nowe telewizory są pod tym względem znacznie lepsze. Znacznie – ale praw fizyki się nie przeskoczy i o ile przenośne, choć świetne głośniki podkręcają możliwości mojego TV o kilkaset procent, to gdy podepnę pod niego soundbar, to jest trochę jak ze starym dowcipem o Trabancie.

– Wiesz jak podwoić wartość Trabanta? Zatankować. A potroić? Położyć na tylnym siedzeniu banana.

Sam soundbar rozciągający się na szerokość 37-calowego telewizora, to sześć głośników, każdy z oddzielnym wzmacniaczem, skierowanych tak, byśmy uzyskali efekt kina domowego 3.1. Bez kabli, bez przeciągania, bez stawiania kolumn. Do tego jeszcze spory subwoofer, którego oczywiście – jak to subwoofera – możemy postawić tam, gdzie nam się podoba, w końcu basy mają się po prostu rozlegać w pomieszczeniu, a podłoga drżeć.

Efekt? To. Jest. Kosmos. Odpalamy dowolny film na Netflixie i wbija nas w fotel już pierwszy dźwięk, charakterystyczne basy, gdy pojawia się logo Netflixa. Ooooo, taaaaak mi rób! A potem? Nie jestem audiofilem (ani żadnym innym filem, co najwyżej beergeekiem), ale o tym już parę razu tutaj pisałem. Dla mnie gra słabo, fajnie, albo – jak w tym przypadku – świetnie. Jest czysto, faktycznie w moim salonie o powierzchni kilkunastu metrów kwadratowych jest dookólnie (a jeszcze lepiej, jeśli wybierzemy odpowiednią opcję na pilocie), czysto i dźwięcznie, szczególnie przy materiałach z dźwiękiem Dolby Digital, czy AAC. Nie dość, że jakościowo wyrywa z butów to jeszcze może być piekielnie głośno, a i wtedy nie wpływa to na jakość dźwięku, nic nie charczy i nie rzęzi.

Oczywiście nowoczesne urządzenie nie może być ograniczone do telewizora i powiązane kablami. Jeśli dysponujemy TV Samsunga soundbara podepniemy doń bezprzewodowo, podobnie zresztą jak smartfon, co da nam możliwość korzystania z serwisów streamingowych (głośniki do domu? jakie głośniki?). Przycebuliłem na koncie na Tidalu (ale jeśli kupicie soundbar to pół roku Tidala macie za darmo), ale HW-K650 to sprzęt HiFi, więc nawet z Tidala wyciśnie dokładnie tyle, ile ten serwis potrafi. Źródła przełączamy sobie jednym klikiem z pilota.

Kurde, strasznie mi się ten sprzęt spodobał. Ten model akurat jest nieco poza moimi możliwościami (choć bez cienia wątpliwości wart jest ok. 1,5k PLN), ale poważnie zastanawiam się nad zakupem któregoś z tańszych modeli z subwooferem. To nie banan – to wielka kiść mega soczystych bananów.