Bitwa Eisbocków – Aventinus vs. Pinta

Nie wiem, czy Wam, ale mi zdecydowanie spodobał się pomysł porównywania dwóch ciekawych (wkurza mnie już określenie „sztos”) piw tego samego stylu. Raz na jakiś czas będę coś takiego wrzucał, nieregularnie – wtedy kiedy trafią mi się dwa świetne (albo warte uwagi) piwa z tego samego stylu. Tym razem udało się z Eisbockami, więc bez zbytnich wstępów – ring wolny!

BITWA EISBOCKÓW
Aventinus Eisbock Pinta Eisbock
25,5/12% BLG/ABV 27/11,2%
Leje się gęęęste, bardzo ciemny bursztyn, lekko opalizujący. Piana subtelna, taka „bo wypada być” 🙂 Wygląd Też gęsto i oleiście, acz wyraźnie jaśniejsze, niż Aventinus. Wyższa, ale szybko znikająca piana.
Rodzynki, zdecydowanie. Oczywiście ogrzanie wyciąga więcej – czerwone owoce, wyczuwalna słodycz, a tam czuję subtelne przyprawy. Zapach Znacznie mniej intensywnie, niż w Aventinusie, bardziej chlebowo, niż owocowo. Przede wszystkim to nie jest uderzenie młotem owoców i słodyczy.
Bardzo złożony, rodzynki, śliwka, chleb, dojrzałe, soczyste czerwone owoce. Słodycz wyraźna, ale nie wylepiająca, #teamsłodyczka, ale zdecydowanie nie #teamcukrzyca. Alkohol? Jaki alkohol! Pije się jak soczek. Smak Nie jest tak wyraziście słodko i owocowo, bardziej #teamchlebek. Gęsto, dużo ciała, czuć, że to wymrażane piwo, ale myślę, że gdybym nie pił wcześniej Aventinusa, odebrałbym je znacznie lepiej. Alko też niewyczuwalne.
12 PLN / 0,33l cena 16 PLN / 0,33
Król bez cienia dyskusji. Ciekawe jak zareagowałby fan korpolagerów na taką masę smaków w jednym piwie. #chcetobardzo Podsumowanie Wielki szacun dla Pinty, która podjęła się uwarzenia tak trudnego stylu i to jeszcze wg. receptury piwowara domowego. Choć do króla mu daleko, wciąż #chceto

Piłem Eisbocka na WFP5, był świetny, więc jeśli chcecie czerpać zeń radość, Aventinusa pijcie potem, najlepiej kilka dni potem. 
Ciekawi mnie tylko jakim cudem #1 ze stylu, sprowadzany z Niemiec, jest o 1/4… tańszy od Pinty. Tak, czy siak – warto wypić oba, ale wygrywa niestety 😉 Niemiec.