Życie okiem psa

Wzruszyłem się. Serio, wzruszyłem się jak cholera, nawet poryczałem ze dwa razy, a to wszystko przy… książce. Co więcej, przy książce o psie, film według której reklamowany jest jako „komedia”. Dupa tam nie komedia. To książka taka – sniff, sniff – o życiu. I o śmierci też, chyba nawet bardziej.

Za moich dziennikarskich czasów bardzo mile widziane były tzw. reportaże uczestniczące. W jednym aspekcie nawet wyszło mi to na dobre, bo tak rzetelnie chciałem napisać o rajdach samochodowych, że przez 4 lata sam siedziałem na prawym fotelu rajdówki w mistrzostwach Polski. No ale nie o mnie miało być. Co byście powiedzieli na książkę o życiu psa, napisaną przez… psa?

Jasne, powiedzielibyście, że to niemożliwe. I mielibyście rację, ale czytając książkę „Był sobie pies”, czy raczej „Cel życia psa”, bo tak należałoby tłumaczyć oryginalny tytuł „A Dog’s Purpose” błyskawicznie wsiąkamy w narrację i już po kilkunastu minutach możemy zapomnieć, że napisał ją człowiek. Świat z punktu widzenia psa, jest – cóż, mocno dziwny, ale jestem sobie w stanie wyobrazić, że tak właśnie myśli czworonóg, a obwąchiwanie tyłka suczki jest dla niego czymś najnormalniejszym w świecie 😉 O ile jednak losy książkowego bohatera pełne są takich „michałków” to tak naprawdę szybko okazuje się on być całkiem mądrym zwierzęciem. Pełnym poważnych przemyśleń, z jednej strony na swój psi sposób, ale z drugiej – gdy czytam komentarze w internecie, mam wrażenie, że od przynajmniej połowy tych trolli książkowy Bailey jest znacznie mądrzejszy.

W czym tkwi sens psiego życia? Nie będę Wam psuć wrażeń z czytania, powiem tylko, że wcale nie jest taki oczywisty i wcale nie trywialnie prosty. Po lekturze „A Dog’s Purpose” jestem skłonny uwierzyć, że psy żyją, myślą, frapują się i kochają tak jak bohater powieści i od zakończenia lektury w kontaktach mojo-psich już nic nie będzie takie samo. I też dlatego jeszcze przynajmniej przez jakiś nie będę brał sobie psa, bowiem nie jestem w stanie dać mu przynajmniej w 20 procentach tak bezgranicznej miłości jak on mnie. Po prostu przeczytajcie (zanim pójdziecie do kina, książka jest o niebo lepsza!), zaręczam Wam, że będzie zarówno radość, jak i uśmiech, nie zabraknie cierpienia, a wszystko, i w trakcie i na sam koniec, zdominują egzystencjalne przemyślenia. Dawno żadna książka nie dała mi tyle do myślenia. Z ostatnich ok. 100 książek które przeczytałem, najlepsza. 11/10.