Samsung UE49KS7500 – Po prostu kino w domu

Słyszeliście, że telewizja nie ma już racji bytu? Pada, nikt się nią nie interesuje, telewizory wyrzucamy przez okno, niemodne… Taaa, jasne. Serio, uważacie, że dobry film najlepiej ogląda się na komputerze albo na tablecie, tylko dlatego, że Netflix/Amazon/Ipla/Player jest na nie dostępny? Jeśli tak, to chyba sobie jaja robicie! 🙂

Przez całe dwa tygodnie testów Samsunga UE49KS7500 zbierałem szczękę z podłogi. Z trudem pamiętał krótki szał na technologię 3D w telewizorach, która szybko okazało się pomyłką. Dlaczego? Nie chce nam się kombinować, szukać dedykowanych treści, zakładać okulary, o w mordę, zapomniałem naładować, a po wszystkim zastanawiać się, dlaczego mnie tak głowa boli? Co innego 4K, zwane również UHD, czy też – w przypadku testowanego przeze mnie telewizora – Super UHD. To jest kompletnie naturalne, niczego nie trzeba zakładać, po prostu włączyć program (na razie tylko Orange Polska oferuje jeden, Festival 4K), bądź aplikację VOD, prezentującą treści odpowiedniej jakości. A potem? A potem tylko chłonąć.

Nie znam się na technologiach aż tak bardzo, by móc opisać Wam, dlaczego ekran w technologii kropki kwantowej (Quantum Dot) jest lepszy od innych. Może gdybym miał porównanie z innym 4K, takim bez kropki, przyszłoby mi to łatwiej. Mój domowy TV to „zaledwie” Full HD i już po 5 minutach z Samsungiem zacząłem się zastanawiać, co zrobić, by się „przypadkiem” zepsuł 😉 Podobno Quantum Dot to lepsze i bardziej wyraziste kolory i faktem jest, że przy uruchomieniu filmów 4K w Netflixie było bajecznie, a w przypadku „The Grand Tour”, pierwszy programem Amazon kręconym w technologii HDR po prostu zabrakło mi słów. Chwilami było „tak naturalnie, że aż nienaturalnie” i w charakterystycznych dla Top Gear/The Grand Tour scenach slow motion, pokazujących szuter tryskający spod kół auta, miało się ochotę odskoczyć. Autentycznie, w przypadku filmów fabularnych można mieć wrażenie, że za chwilę aktor poda nam rękę i jestem w stanie zrozumieć niektórych… przeciwników Super UHD, którzy twierdzą, że oglądając film takiej jakości czują się po prostu jak w teatrze. Znacznie „bezpieczniej” jest zacząć od materiałów przyrodniczych, programów w stylu TGT, czy też koncertów na Festival 4K, gdzie jakość bliska ideału nie wydaje się nienaturalna.

A jak sam telewizor? Włączcie sobie na nim cokolwiek w nocy, przy zgaszonym świetle. Ma tak cieniutkie ramki, że można mieć wrażenie, iż obraz wisi w powietrzu, super sprawa. Z montażem też nie będzie problemu – model, który testowałem, montuje się w jakieś 30 sekund, to dla mnie fenomen! Wyjmujemy dziwnie wątłe metalowe „nóżki”, wciskamy je w odpowiednie miejsca na spodzie telewizora, aż usłyszymy „klik” i stawiamy telewizor na szafce. Tyle! Potem tylko pozostaje podłączyć kable do „pudełka” One Connect (które możemy np. schować w niewidoczne miejsce i widzieć tylko jeden kabel dochodzący do TV), możemy też dopiąć tam dysk na USB, uruchamiamy sprzęt i logujemy się do konta Samsung. W kolejnym kroku wystarczy wybrać dostawcę telewizji, by jej logo pojawiło się po chwili w menu, a najpopularniejsze kanały w menu szybkiego dostępu (można to oczywiście ustawić). Potem już dekoder będzie się włączał automatycznie po uruchomieniu telewizora, a kanały możemy zmieniać pilotem od TV. Oczywiście Samsungowy Tizen, który na smartfonach się nie sprawdził, a telewizorami rządzi, pozwala zainstalować wszystkie najpopularniejsze aplikacje VOD, a menu telewizora daje nam możliwość bezpośredniego przeskoczenia do kontynuowania rozpoczętych odcinków, bądź nowych filmów, czy seriali, które podpowie nam np. Netflix. Intuicyjne jak grzechotka dla malucha.

Telewizja żyje i ma się dobrze – po prostu nieco się zmienia. Wystarczą jednak dwa tygodnie dobrym telewizorem, by upewnić się, że tablet… – well, tablet jest fajny do oglądania seriali, ale tylko dlatego, że telewizor ciężko wziąć do autobusu.