Dlaczego rzadko recenzuję negatywnie?

Zastanawiałem się ostatnio nad tym, jak to jest, że gros recenzji w sieci to artykuły, czy materiały wideo o oddźwięku pozytywnym. Pomyślcie sobie, „zerknijcie umysłem” wstecz i zastanówcie się kiedy ostatnio widzieliście test, gdzie gadżet został zjechany z góry na dół? Ja sobie nie przypominam, sam w krótkiej historii bloga miałem chyba tylko takie dwa.

Z czego to się bierze? Łowcy sensacji i zazdrośnicy powiedzą pewnie, że dlatego, iż nie chcemy sobie odciąć strumienia tzw. „promek”. I to niekoniecznie takich, które zostają u blogera – u takich jak ja, to przede wszystkim tych, które przychodzą na testy i bardzo chcielibyśmy, by następne też przychodziły. Z jednej strony na pewno jest w tym trochę prawdy, choćby i podświadomie. Tylko naprawdę mocni na rynku mogą sobie pozwolić na otwartą krytykę, a i tak z założeniem, że ma jakiekolwiek podstawy. Chłopaki z Top Gear/The Grand Tour mogą zjechać samochód od góry do dołu, a i tak jak poproszą o kolejny, to w znacznej większości przypadków go dostaną. Jeśli krytyka nie będzie miała podstawy, to najwyżej wyjdą na idiotów przed widzami.

Większość z nas stanowiących blogerski widnokrąg jest jednak – czy tego chcemy czy nie – w jakiś uzależniona od producentów, bądź pracujących z nimi agencji. Co robić, gdy powstaje dysonans? Mnie bardzo podoba się podejście Tomka Kopyry, który wyjaśnił kiedyś mówiąc o testach we współpracy z Dr Brew, że jeśli piwo mu kompletnie nie leży, to po prostu nie zrobi materiału. Dla mnie to podejście satysfakcjonujące obie strony, które bodaj dwukrotnie sam wprowadziłem w życie, pisząc do producenta, dlaczego pewne rzeczy w jego produkcie mi nie odpowiadają i nie publikując tekstu na jego temat. I wilk syty i Manchester City – ja poszerzyłem swój zakres wiedzy w opisywanej branży, a producent dostał (chciałbym w to wierzyć 😉 ) uwagi od człowieka, który z niejednego telefonu statusy postował 😉

Przede wszystkim jednak – nie ma co się spinać, to tylko gadżety. W przynajmniej 49 na 50 urządzeń nie trzeba się wiele starać, by znaleźć plusy, choćby znalezieniem odpowiedniej grupy docelowej, jak np. w przypadku LG X Power, uFeel Prime od Wiko, czy… Braggota z Browaru Perun. Nie ma sensu usiłować za wszelką cenę znaleźć urządzenia, do którego nikt nie będzie miał uwag, czy piwa, które każdemu będzie smakować. Na szczęście każdy z nas jest inny – inaczej byłoby nudno – a rolą blogera, kreującego się na eksperta, nie jest powiedzieć: „Mi się nie podoba”, tylko odnaleźć kogoś, komu spodobać się może (przedmiot recenzji, nie bloger 😉 ). To świadczy o Twojej „eksperckości”, bo BLG, IBU, czy liczbę i taktowanie rdzeni może napisać nawet średnio inteligentny szympans. I dlatego cieszę się, gdy trafię na kolejne testy, gdzie bloger szuka plusów, a nie – jak standardowy Polak – twierdzi, że wszystko jest do dupy.

Zdjęcie: Max Pixel (licencja CC0)