Huawei Mate 9 Pro – Mistrzowski „flagowiec bardziej”

Kojarzy mi się tylko jeden producent smartfonów, który przynajmniej od kilku lat konsekwentnie trzyma się prostego i zrozumiałego nazewnictwa swoich produktów. Choć nie, w sumie jeszcze Apple, więc będzie dwóch. Z Huaweiem mam pewien problem, bo o ile jak najbardziej konsekwentnie nazywa serię P, w tych roku dochodząc już do numeru 10, ale skoro Pxx to flagowce, to czym jest seria Mate? Flagowcem bardziej?

Na szczęście to jedyny aspekt, w którym Huawei Mate 9 Pro wywołuje we mnie jakikolwiek dysonans. Jeśli byłbym na tyle młody i niedojrzały, by personifikować gadżety, mógłbym powiedzieć, że zakochałem się w tym telefonie od pierwszego wejrzenia. Cholera, tu nie ma się do czego przyczepić! Zagięty (!!!) z obu stron ekran wtopiony w aluminiową obudowę, wszystko pięknie spasowane, nic nie trzeszczy, a po odblokowaniu pojawia się olśniewający ekran Amoled. Ostatnio bawiłem się LG G6, myślałem, że tamten jest super, ale ten w Huaweiu można by rzec, jest taki, jak cały telefon – nie ma się do czego przyczepić. Jasność, nasycenie, ostrość… Ikony bardzo szczegółowe, o wyraźnych kolorach, a pozostałe treści po prostu naturalne. Oglądanie na tym telefonie czegokolwiek to przyjemność, a jeśli chcemy oszczędzać oczy – możemy włączać ręcznie filtr światła niebieskiego, bądź ustawić porę, o której stanie się to automatycznie. To ostatnie to charakterystyczny element firmware’u urządzen tej chińskiej firmy – mam tę opcję też w tablecie MediaPad 2.

Skoro mowa o możliwościach specyficznych dla oprogramowania Huawei warto wspomnieć o możliwości zarządzania „zabijaniem” poszczególnych aplikacji i ich dostępu do sieci. Urządzenia z pawiem to – o ile mnie pamięć nie myli – jedyne produkty mobilne informujące na bieżąco o aplikacjach przesadzających z apetytem na prąd i pozwalające nam ustawić ich automatyczne zamykanie przy zablokowaniu telefonu, bądź bezpośrednio z paska powiadomień. Faktycznie przydaje się to baterii. Ta wbudowana w Mate 9 Pro ma co prawda wyjątkowo dużą pojemność, bo aż 4 amperogodziny, ale sami przyznacie, że nie ma czegoś takiego, jak bateria smartfonu działająca zbyt długo. Każdy pomysł, który może przedłużyć czas z dala od ładowarki, jest dobry, a mnie przez okres testów nigdy nie zdarzyło się pod koniec dnia, by telefon dał znak, że ogniwo czuje się wyczerpane. Na szczęście jeśli tak już się stanie – możemy naładować je bardzo szybko, pod warunkiem, że mamy na podorędziu ładowarkę SuperCharge. Tak, tak – niestety Huawei w pędzie za szybkim naładowaniem baterii wymyślił własny standard i podejrzewam, że prąd, którym SuperCharge ładuje Mate’a 9 Pro musi być naprawdę spory, bowiem sama ładowarka jest ok. 1,5-2 razy grubsza od standardowej Quick Charge. Co ciekawe jednak, ponoć telefon nie jest kompatybilny za QC 2.0/3.0, a tymczasem po podpięciu do tego typu ładowarek poziom baterii rośnie w oczach.

Mate 9 Pro to telefon nie do zajechania. Chciałem napisać, że „wyprzedzający swoją epokę”, ale doszedłem do wniosku, że wyszłoby to nieco górnolotnie. A może nie? No kurczę, w końcu 6 GB RAMu w smartfonie to wciąż rzadko spotykana wartość i czasami mam wrażenie, że trochę wymówka, żeby nie trzeba było jakoś straszliwie optymalizować procesów. Mojemu egzemplarzowi nie zdarzyło się sięgać do rezerw – maksymalna zajętość pamięci w jednym momencie nigdy nie przekroczyła 4 gigabajtów, ale pewnie z czasem i z nowymi specjalistycznymi aplikacjami te dodatkowe 2 gigabajty mogą się przydać. Ale póki co – nic nie zwalnia, nic nie haczy, wszystko działa nieprzerwanie i płynnie. Aparaty foto? O obiektywach „co-engineered by Leica” napisano petabajty tekstów przy premierze P9 i – well – jak dla mnie nic się nie zmieniło. Jest ładnie, dokładnie, szybko, z wieloma możliwościami personalizacji, no i łatwo można przełączyć na czarno-białe 🙂 Nie znam się profesjonalnie na fotografii, więc moim laickim okiem mogę ocenić zdjęcia z Mate 9 Pro jako bardzo ładne. Ciekawie zaczyna się jednak robić, gdy bierzemy się za ich edycję! Mnie najbardziej przypadła do gustu opcja z użyciem tylko jednego koloru – chodzi o to, że zrobiłem zdjęcie dzieciom, na którym dominowała bura zieleń budzącej się do życia trawy, a po użyciu tej opcji wszystko zrobiło się czarno-białe, z wyjątkiem trawy! Jeszcze lepiej wyglądał krwistoczerwony stary Ford Mustang, otoczony czarno-białym budynkami warszawskiego Starego Miasta. Wow. Oczywiście nie zabrakło klasycznego efektu bokeh, tym razem w wersjach z kołem i równoległymi pasami i – to ciekawostka – możliwości… wypikselowania fragmentów fotografii. Dla tych, którzy potrzebują wymazać twarze ludzi, czy numery rejestracyjne samochodów – świetna sprawa. Uprzedzając pytania – tak, można zrezygnować z watermarka w lewym dolnym rogu 🙂

Huawei Mate 9 Pro to kapitalny telefon i „bardzo” nie chcę go tylko dlatego, że dla mnie jest jednak nieco zbyt duży. Podoba mi się pomysł na to, by zagiąć brzegi ekranu i… niczego więcej z nimi nie robić. Lubię możliwości, jakie daje dodatkowy ekran z boku, gdy miałem wykorzystujące je telefony to regularnie korzystałem z krańców ekranu, bo wbrew temu co niektórzy piszą, było to dla mnie intuicyjne. W Mate 9 Pro nie szukam jednak dodatków – ten telefon już jest słuchawką bliską ideału, a te zagięte brzegi powodują, że wygląda jeszcze piękniej.