Cigar City Raspberry Halo vs. Lilith BA – Dyskretne maliny kontra wielki zawód

W ostatni weekend miałem wyjątkową okazję spróbować w weekend dwóch piw, które zapowiadały się na wyjątkowe. Opakowanie specyficzne, bo niestety nie mogłem odwiedzić lokalu w godzinach bliższych świętowaniu, więc trunki trzeba było dostarczyć do domu w szkle – hmmm, nie do końca reprezentacyjnym. Potrzeba matką wynalazków, a trudne czasy wymagają trudnych rozwiązań.

Dobra, do rzeczy, bo nie przyszliście tu czytać o piwie w plastiku 🙂 Nie wrzucam layoutu Bitwy, bo nie pod tym kątem brałem te piwa.

 Cigar City Raspberry HaloGolem Lilith Bourbon BA
cyferkiBLG bd.; 10,7% alkBLG bd.; 10% alk
różnicewarzone z malinamileżakowane w beczce po bourbonie
wrażeniaMaliny w tle, trochę jak green screen za prezenterem pogody. Wcale nie taki #teamsłodyczka, wręcz jest bardziej wytrawnie, ale maliny nie dają o sobie zapomnieć lekkim kwaskiem. Spore wyczuwalne ciało.Gdzie jest beczka! Bardzo wytrawne, gorzka czekolada, kakao, kawa, wyczuwalny alkohol.
cena (0,33)36 PLN25 PLN

Zastanawiam się skąd takie szaleństwo wokół Lilith BA, skoro w mojej opinii piwo okazało się zaledwie poprawne. Oczywiście smaczne, naprawdę dobry RIS, ale taki hype, takie szaleństwo? W mojej opinii to piwo nie jest warte ani takiego hype’u, ani takiej – choć relatywnie niskiej – kasy. Nie wiem, kto czuł w nim beczkę? Piłem je jako pierwsze, nastawiłem się na beergasm, a ostatecznie musiałem wypić wymrażanego Imperial Grand Portera z Ambera. Sorry Golem – był lepszy.

A Cigar City – klasa. Ciało, pełnia, bogactwo. Mniam.

Raspberry Halo chcę. Lilith BA już nie.