Czy warto wymrażać piwa, czyli jak Amber Imperial Grand Porter pobił Lilith BBA

Macie tak czasami, że sobie planujecie zrobienie czegoś_tam_wyjątkowego, ale jakoś tak prokrastynujecie, bo „szukacie motywatora”? Ja od jakiegoś czasu czaiłem się, żeby sprawdzić, jak to jest wymrozić piwo własnym sumptem. No bo kurde, skoro nawet Brewdog pisze w katalogu DIY Dog, że wywar o konsystencji Tactical Nuclear Penguina (bez jaj, pingwina w domu nie zrobię, za słaby jeszcze na to jestem) można zrobić używając domowej zamrażarki, to… czemu nie? Ostatecznie zmobilizował mnie Mateusz z Piwo i Planszówki.

Na przestrzeni dwóch tygodni wymrażałem dwa razy: różne piwa i na różne sposoby, acz za każdym razem były to portery. Najpierw klasyk z Żywca, potem Imperial Grand z Ambera. Pierwszego zlałem – jak widać na zdjęciu z głównej strony – do dużego płaskiego pojemnika, który następnie włożyłem do zamrażalnika. Pierwszy raz wyciągnąłem go po ok. 3 godzinach, wyjmując lód łyżką do ściągania szumowin z rosołu 😉 i odłożyłem na noc do lodówki. Zrobiłem jeszcze dwie kolejne serie, po 6h i 3h, wyszło w sumie 0,25l, które następnie zabutelkowałem i po kilku dniach spróbowałem. Efekt? Hmmm, dwojaki. Gdybym miał oceniać tylko po zapachu to koszmar, bo waliło zgniłym szpinakiem, ciężko było się zmusić do wypicia. Po ogrzaniu zrobiło się nieco ciekawiej, bo wyszła gorzka czekolada. Generalnie ciała nieco więcej, niż w oryginale, sporo alkoholu (ale nie chamskiego/bimbrowego), jednak piwo jak dla mnie wyszło zbyt wytrawne. No i te zapachy…

Dlatego do drugiej próby zmieniłem metodę i włączyłem do procesu dezynfekcję. Litr Amberowego portera zlałem do półtoralitrowej butelki po mineralce. Butelkę wcześniej zdezynfekowałem Oxi, podobnie zresztą jak naczynia docelowe i pośrednie. Butelka poleżała bodaj 3-4 godziny w zamrażalniku, lodu zrobiło się sporo, zlałem do naczynia kuchennego z dzióbkiem i okazało się, że jest 0,40-0,45, doszedłem więc do wniosku, że wystarczy i zabutelkowałem w 0,11 po HopShot’cie i 0,33. Wynik po ok. tygodniu? Kompletnie inne piwo, niż poprzednie. Przede wszystkim bez żadnych dysonansów. Zapach bardzo mocno owocowy, gęsty, wiśnie, figi(?), rodzynki. Trunek wyszedł wyraźnie deserowy, zdecydowanie #teamsłodyczka,  myślę, że alko było co najmniej 14%, ale kompletnie nie było go czuć, zgrał się świetnie z wielopłaszczyznową słodyczą. Amber, a może spróbujecie komercyjnie zrobić wymrażańca? To, co zrobiłem sam, smakowało mi – i z ręką na sercu to mówię – bardziej, niż kompletnie przehype’owana Lilith BA, że nie wspomnę o cenie ok. 9 PLN przy 25 PLN za Lilith.

Podsumowując i odpowiadając na pytanie: warto, ale pamiętajcie, że:

  • zlewanie płynnego i zostawianie lodu daje lepszy efekt niż wyciąganie lodu
  • przy wymrażaniu tak jak przy warzeniu – nie zapominamy o higienie!
  • dajmy piwu odpocząć po męczarniach wymrażania (jeśli możemy zakapslować butelkę to może postać dłużej, w innym przypadku za 2-3 dni bym pił)

Może nie smakuje jak Buba ;), ale jaka satysfakcja, że sami też umiemy!