Polska premiera LG G6 – Bezpretensjonalny przyjaciel

Fajnie muszą się czuć ludzie w LG. Od wejścia na rynek ich pierwszego flagowca w moim odczuciu serii G ciągle czegoś brakowało. Notabene mam wrażenie, że tak samo odbierał to rynek. Ludzie kupowali, ale nie rzucali się na te telefony, brakowało im jakiegoś „och!”, czy „ach!”. Rok temu liczyłem na G5, bo to naprawdę było trzęsienie ziemi w kwestii interfejsu i designu, ale u wielu (u mnie nie 🙂 ) wzbudził mieszane uczucia ze względu na „modułowość”. Aż nadszedł pamiętny rok 2017 i LG G6.

Orange is The New Black, Barrel Aged is The New Hoppy, ale przede wszystkim wszystkim Thin Edges are The New… cholera wie co. No kurde widzi się ten telefon włączony i od razu opada szczęka. EKRAN IS KING! Na cholerę mi ramki poza tym cienkim kawałkiem za który trzeba trzymać?

Oj się rozkręciłem jak egipski sprzedawca, a to nie o tym miało być 🙂 Miałem dziś przyjemność poczuć się dopieszczonym i w wyjątkowo wąskim gronie odwiedzić polską premierę LG G6. Wnętrza restauracji Concept 13 na V piętrze stołecznego domu handlowego Vitkac pasowały do LG G6 – wyróżniały się spomiędzy szeregu tego typu miejsc, mimo tego pozostając relatywnie skromnymi i nie krzycząc: „Halo! Marian! Tu jest jakby luksusowo!”. Jarek Bukowski, mobile guru w LG Polska, któremu szybko ustąpiła miejsca szefowa PRu i komunikacji korporacyjnej Ewa Lis przedstawił „gie-szóstkę” nie jako produkt luksusowy, pełny wypasów i nikomu niepotrzebnych wodotrysków, lecz jako urządzenie, które pomaga nam w codziennym życiu i tak samo jak mimo wielkiego ekranu „wtapia” się w naszą rękę (hasło „the big screen that fits in your hands”) tak samo swoimi możliwościami po „wtapia” się w nasze cyfrowe życie. Kluczem do wszystkiego jest ekran – szeroki (18:9), gdy trzeba dzielący się na dwa równe kwadraty, ze świetnej jakości wyświetlaczem i będącym od roku znakiem rozpoznawczym LG aparatem – z tyłu podwójnym, zaś z przodu jednym kliknięciem przełączającym się na szeroki kąt, dzięki czemu Ewa i Jarek mogli sobie zrobić z nami wszystkimi selfie, na którym nikogo nie zabrakło 🙂 A co gdy stanie się tragedia i wyślizgnie się z ręki? Jeśli wpadnie wtedy do wody albo w piasek, to standard IP 68 zrobi swoje :), zaś w przypadku nieco twardszego podłoża, do głosu dojdzie standard MIL-STD810, gwarantujący, że seria upadków z wysokości 120 cm nie ma prawa zrobić smartfonowi krzywdy (choć ryzyko rys istnieje). To nie ściema – testowałem w ten sposób jakiś czas temu dość wytrwale LG V10 i skubany nie poddał się.

Ja takie podejście „kupuję”. Bez patosu, bez zadęcia, ładnie, po nowemu i funkcjonalnie. Co więcej – w porównaniu do konkurencji relatywnie niedrogo (sorry, nie użyję w stosunku do flagowca zwrotu „tanio” 🙂 ). W tym roku stawiając na olbrzymie zmiany w designie LG G6 i Samsung Galaxy S8 wyrwały się konkurencji daleeeko do przodu. Który z nich powinien stanąć na najwyższym stopniu podium? Well, przede wszystkim zagłosują klienci portfelami, ale jak dla mnie szale tej wagi są na tę chwilę równe. Niebawem uraczę Was testem S8, G6 opisywałem już krótko na blogu, ale niedługo to właśnie nowe LG na dłuższy czas stanie się moim głównym telefonem i na pewno podzielę się z Wami wrażeniami, jak bardzo można się z nim zaprzyjaźnić 🙂

Zdjęcia: LG Polska/Alicja Żebruń