Ten dzień, 7 lat temu…

A kapusta rzecze smutnie:
Moi drodzy… Po co kłótnie?
Po co wasze swary głupie?
Wnet i tak zginiemy w zupie
Jan Brzechwa „Na straganie”

7 lat temu. Pamiętam jak dziś, myślę, że wielu Polaków dokładnie pamięta ten dzień. I pewnie też wielu z tych, którzy nie mieli wtedy włączonych telewizora, czy radia, tylko odebrali telefon od znajomych, zareagowało tak jak ja:

– Powaliło cię? Prima aprilis był 9 dni temu!

Okolice wypadku w Smoleńsku godziny po tragedii (fot. Wikimedia Commons)

A potem – jakby to patetycznie nie zabrzmiało – zmienił się nasz świat. Takie tragedie nikogo nie pozostawiają obojętnym. Może ja jestem zbyt uczuciowy, ale cała ta sytuacja na długo mocno mną tąpnęła. Nie potrafiłem drgnąć przed telewizorem, nie przełączałem go ze stacji informacyjnych, muzyka Michała Lorenca z bodajże „Różyczki” do końca życia będzie mi się kojarzyła z przejazdami trumien ofiar przez pełne ludzi, ale jakże ciche ulice Warszawy. Zginęli ludzie z różnych opcji politycznych, ludzie, których szanowałem, których nie trawiłem, którzy byli mi obojętni. Ale polityka zeszła na drugi plan, bo to byli przede wszystkim ludzie. Cierpiałem z ich rodzinami, z ich przyjaciółmi, zastanawiałem się, co zrobiłaby moja rodzina, gdybym ja (tfu, tfu, tfu!) zginął w takiej tragedii. Tak, płakałem po Kaczyńskim i nie wstydzę się tego. Nie był dobrym prezydentem, ale do licha, był prezydentem Rzeczypospolitej. Kropka.

Pamiętam pierwsze godziny po tragedii. Te, gdy ludzie spontanicznie spotykali się na ulicach, pod miejscami kojarzonymi z ofiarami, czy wreszcie w kościołach i w ich okolicach. Miałem wtedy uczucie wszechogarniającej wspólnoty. Szkoda, że w obliczu tragedii, ale wtedy, przez te godziny, byłem dumny z bycia Polakiem, z tego, jak potrafimy odrzucić na bok wszystkie podziały. Pełen nadziei, że wreszcie będziemy potrafili się zjednoczyć, że na zgliszczach tego cholernego Tupolewa będzie można zrobić coś dobrego, że politycy zrozumieją jak nikły sens mają cytowane na wstępie „swary głupie”, że ostatecznie i tak każdy z nas skończy tak samo. Że celem ich służby (ja wciąż, może nieco naiwnie, tak rozumiem rolę prawdziwego polityka) może być znaczenie Polski (było nie było, 40-milionowego państwa) na mapie Europy. To, żeby Polacy nie czuli się gorszymi, biedniejszymi braćmi innych narodów. Że tak najlepiej upamiętni się ludzi, którzy zginęli pod Smoleńskiem.

Jak można było to wszystko tak spier**lić??? Oczywiście to pytanie retoryczne, wiem jak, ale obiecałem kiedyś Wam i sobie, że na tym blogu nie będzie polityki, jadu i zawiści. Dałbym sobie jednak rękę uciąć, że widząc to, co teraz dzieje się wokół ich śmierci, wszyscy, którzy zakończyli życie pod Siewiernym, przewracają się w grobach, niezależnie od opcji politycznej. A my jak dzikie zwierzęta – nie trzeba do nas strzelać, wystarczy rzucić ochłap i sami się pozagryzamy.

Smutne to.

Fot. Wikimedia Commons