Przerażenie na żywo

Dziś (z lekkim opóźnieniem, ale święta były, wybaczcie; gadżet będzie też dziś, ale wyjątkowo wieczorem) krótko o sprawie, którą mainstreamowe media zaledwie poskrobały, a sporo było o niej u Amerykanów, których obserwuję na Twitterze. Może to i dobrze? W końcu przemoc otacza nas zewsząd, dodawanie kolejnych informacji na smutne tematy nie ma absolutnie sensu.

Rzecz poszła o mężczyznę, który cynicznie i z premedytacją zabił 72-latka. Jakkolwiek strasznie to nie zabrzmi, to w sumie… nic wielkiego, no nie? Idę o zakład, że na całym świecie co minutę ginie przynajmniej kilka osób. Straszne, potworne, ale w sumie – taki mamy świat. W czym sytuacja z Cleveland była inna? Otóż tym, że tam sprawca streamował swoje zabójstwo na żywo w serwisie społecznościowym! Co więcej (choć z drugiej strony… cholera, może być coś więcej?) w kolejnym filmie przyznał się jeszcze do kilku – niepotwierdzonych przez lokalną policję – zabójstw, po czym zablokował dostęp do swoich kont dla nowych oglądających i zniknął.

Tak jak okazja czyni złodzieja, tak nowe medium czyni świra? Daleki jestem od generalizowania zaburzeń psychicznych, ale już od lat jesteśmy świadkami tego jak ludzie o – hmmm – niestandardowym podejściu do życia szukają takich dróg ekspresji, gdzie mogłoby ich zobaczyć/chwalić/szokować się nimi/podziwiać jak najwięcej osób. Już dziesiątki lat temu taki np. kibol był najbardziej z siebie dumny, kiedy o bójce, w której brał udział, można było poczytać w gazetach, a jeśli jeszcze na zdjęciu rozpoznał mimo zasłaniającej twarz kominiarki siebie to już był hero na dzielni. Media społecznościowe do tej pory były domeną terrorystów, którzy wykorzystują je zarówno do poszerzania swoich szeregów, jak i do siania paniki, ale coś takiego? Jeśli ktoś z Was oglądał 5 sezon Homeland, być może pamięta fragment z czołówki:

„The revolution will not be televised, brothers and sister. The revolution will be live”.

Pracuję na peryferiach miasta, mieszkam też, ale w drodze w porannych i popołudniowych godzinach szczytu przemieszczam się przez centrum. Jestem absolutnym przeciwnikiem siania paniki, ale mam wrażenie, że z atakami terrorystycznymi w Polsce jest jak z wirusami na Maca: nie ma co ich robić, bo szkody będą tak małe, że i tak nikt się nie przejmie. Co jednak, jeśli czyjś mózg będzie pracował na tyle felernie, że nagle w centrum założy na głowę kamerę ze streamingiem live, wyciągnie pistolet i zacznie strzelać? Kto z Was z wypiekami na twarzy oglądałby taki stream?

Będąc dzieciakiem, mówiłem sobie, że będę czuć się stary, jeśli poczuję, że przestaję nadążać za światem.

Coś jakby teraz.

Front page photo by Blogtrepreneur under Creative Common Atribution licence