Evil Twin Even More Jesus – Dotyk piwnej boskości

Ależ miałem farta. W zasadzie obaj ze Szwagrem mieliśmy, bo całym dobrem na Warszawskim Festiwalu Piwa dzieliliśmy się pół na pół. O ile pół roku temu przyszliśmy wcześnie i najlepsze piwa zaczęły się lać już w okresie naszej nieważkości, tym razem zaczęliśmy tuż przed 17, a na stoisku Evil Twin Brewing jako w zasadzie pierwsze (przed nim były dwa sample) trafiło się nam piwo, które w mojej opinii okazało się najlepsze spośród tych, które wypiłem.

Nie wiem, ile stopni Plato ma Even More Jesus, bo to o nim mowa, ale gęstością i pełnią przebił (świetne skądinąd) Kotwiczne ze Spóldzielczego/Dr Brew o ekstrakcie 30 BLG. Widziałem już, że coś jest na rzeczy w momencie nalewania, ale dopiero percepcja zmysłami innymi niż wzrok, uzmysłowiła mi, że mam przed sobą piwo wyjątkowe. Już ruszając szkłem było widać, że Even More Jesus zachowuje się niemal niczym ciecz nienewtonowska (nienewtoniańska?). Ja przechylam festiwalowego Lampiszona, a płyn w środku robi wrażenie, jakby dopiero po chwili i przemyśleniu, czy warto, zdecydował się ulec prawom fizyki.

Zapach? Jezusie (nomen omen, w sumie) – KOSMOS. Czekolaaaaada, a w zasadzie blend kilku rodzajów jakichś takich mocno wypasionych czekolad, to na pewno nie jest zapach tabliczki z supermarketu. Przede wszystkim jest mlecznie, ale gdzieś tam w tle pojawia się też wyraźne ziarno kakaowca i na końcu bardzo delikatna kawa, trochę tak, jakby pukała w szkło i niczym Osioł ze Shreka skakała, drąc się: „Ja też tu jestem, ja też!”.

Smak… W sumie pasuje, że skoro piję „Jeszcze Więcej Jezusa” to ani chybi muszę być w niebie. Obłęd. Ja pierdzielę, totalny obłęd. Jakbym pił doalkoholizowaną (ale smakowo, nie spirytusowo) zawartość praliny z Lidla (z Lindta, debilu, z Lindta!). Chodzi o konsystencję głównie, bo na pewno nie jest tak jednowymiarowo słodko. Jest gęsto, na granicy budyniowatości, ale ewidentnie wyraźną wielopłaszczyznową pralinową słodycz kontruje kakao i wspomniana delikatna kawa. Pijąc to piwo miałem wrażenie, że mimo rosnących tłumów s strefie VIP stadionu Legii jestem tam absolutnie SAM. To jest artyzm tworzenia piwa. Muszę się zastanowić, jak wygląda moje piwne Top 5, ale po festiwalu bez cienia wątpliwości jest w nim Even More Jesus. Czekam na okazję spróbowania wersji Double Barrel. Wtedy pewnie zmienię ocenę na Untappd, bo większych niż 5 nie ma :), ale póki co – to piwo było dla mnie królem WFP i zasłużyło na bezdyskusyjne 5. Mistrzostwo. Ależ ja się cieszę, że piłem je na trzeźwo.

Fot. Bernt Rostad (CC 2.0 licence)