Wzrasta kasa, spada klasa, czyli rzecz o zdrowiu, życiu i biznesie

Są takie chwile w życiu bloggera, gdy musi się wyżyć i dać dojść do głosu swoim najciemniejszym instynktom i pragnieniom, patrzeć się w oczy dwa razy większego od siebie faceta i widzieć w nich strach…

Nie no, oczywiście robię sobie jaja 🙂 Do sędziowania kontaktów sportów zespołowych (i nie jest to piłka nożna) przyciąga mnie bardziej chyba poczucie odpowiedzialności i chęć przekucia życiowego doświadczenia na opanowanie zgrai napakowanych testosteronem młodych mężczyzn. Jakby to górnolotnie nie zabrzmiało, można by rzecz, że to trochę poczucie misji. Serio serio – ich zadaniem jest walczyć o wynik, a moim – dbać o to, żeby nie zrobili sobie krzywdy. Mądrzy ludzie, którzy sędziowali tyle, ile ja jestem na świecie (a trochę jestem 😉 ) mawiają: „Jeśli po meczu zawodnik nie pamięta, kto sędziował – to znaczy, że miałeś dobry mecz”.

Znając tę sytuację od drugiej strony tym bardziej potrafię docenić zawodnika, który zostając ukarany potrafi pochylić głowę i powiedzieć: „TAK! Dałem ciała!”. Nie musi od razu – wtedy są emocje, adrenalina, te rzeczy. Sędziowie naprawdę mają w dupie, kto gra, ja jadąc na mecz, jestem oczywiście świadom, w jakim mieście sędziuję ;), ale nierzadko drużynę gości kojarzę sobie dopiero na miejscu, gdy widzę ich na rozgrzewce. To nie jest istotne. Dla mnie gra Zespół A z Zespołem B. Nie interesuje mnie, kto wygra – interesuje mnie, żeby nikt nie zrobił sobie krzywdy.

Sergio Ramosa podczas El Classico to nie interesowało. To, że dla niego ważne było zatrzymanie za wszelką cenę Leo Messiego jestem w stanie zrozumieć, to nie jest byle mecz. Nawet te durne gesty przy schodzeniu z boiska. Ale tego, że następnego dnia łże w żywe oczy, twierdząc, że sędzia przesadził, że on nie miał nic złego na myśli – już nie. Amerykanie w najpopularniejszych u siebie sportach zespołowych mają jednoznaczne wytyczne dla sędziów: „Jeśli masz wrażenie, że widziałeś faul – to znaczy, że go nie widziałeś. Chyba, że chodzi o bezpieczeństwo zawodnika„. Krótko i na temat! Oczywiście w takim lacrosse, czy futbolu amerykańskim w najgorszym przypadku można nawet zabić – w piłce nożnej co najwyżej złamać nogę i zakończyć karierę zawodnika, ale po pierwsze jakiekolwiek licytacje nie mają sensu, a po drugie (czy też właśnie po pierwsze) – czy to Tom Brady, czy Leo Messi, obaj zapełniają trybuny kibicami i dłuższe problemy ze zdrowiem któregoś z nich bezpośrednio przekładają się na obrót New England Patriots, czy FC Barcelona. No bo chyba nikt się już nie łudzi, że na sport na najwyższym stopniu wyczynu to przede wszystkim biznes? Dlatego czy to za bandycki atak wyciągniętą nogą, czy uderzenie wierzchołkiem kasku w strefę głowy i karku rywala, czy wreszcie używanie kija do lacrosse niczym wojennego topora kary powinny być równie bolesne, co nieuniknione. Jeden następnego dnia ochłonie i przyjmie karę na klatę, a drugi niczym przedszkolak będzie do końca szukał winy u innych, a nie u siebie.

A jak widać po Sergio Ramosie, czasami zarabiana wielka kasa przekłada się na mikrą klasę.

Photo by Ian Burt via Flickr under Creative Commons 2.0 licence.