Pracownia Piwa Mr Hard’s Rocks Sweet Dreams – Klasyk z odrobiną szaleństwa

Kiedyś, gdy zaczynałem dopiero pasjonować się rzemieślniczym piwem, a zwrot RIS był dla mnie czymś na pograniczu marzeń i abstrakcji, trafiłem w sklepie na Mr Hard Rocks. Wiedząc, że imperialne stouty to Koh-I-Noory kraftu byłem zaskoczony, że do zapłacenia mam tylko kilkanaście złotych i pewnie ten RIS to lewizna jakaś. Tymczasem wystarczył łyk, bym zakochał się w „Skałkach Pana Twardowskiego”, które do tej pory preferuję ponad wszystkie krajowe „Ryśki”. Nie było więc innego wyjścia, niż spróbowanie mutacji klasyka, które wpadły do głów chłopakom z podkrakowskiej Modlniczki.

Przyznam, że widząc skład – laktozę, pomarańcze, te rzeczy – nieco bałem się ulepku. W zapachu poza znaną każdemu polskiemu beergeekowi „podstawką” – dla mnie głównie mleczną czekoladą i odrobiną kawy – dochodzi charakterystyczna dla laktozy mleczność i aksamitność, no i wyraźne, ale nie walące w ryj, pomarańcze. W smaku faktycznie jest dość słodko, ale w standardowego MHR świetnie wkomponowały się pomarańcze, łamiąc słodycz wyczuwalnym, ale nie wykręcającym, kwaskiem. Do tego likierowa konsystencja, przywodząca na myśl wywary bliższe bardziej 30 BLG. Fajnie byłoby wrzucić to piwo do jakiejś beczki, ale nie klasycznie do burbona, ale np. Porto albo Sherry? Ale nawet i bez tego jest odrobina szaleństwa. Pysznego szaleństwa. Chapeux bas, panowie.