Po co komu takie fajne Blackberry, czyli zamiast recenzji

Wiem, wiem – recenzja gadżetu powinna być we wtorek, a dziś jest środa. Wybaczcie, kryzys twórczy mam, a i praca zawodowa i pozostałe obowiązki nie dają za wiele luzu. No ale słowo się rzekło, gdy dało się życie „temu blogu” i pomyślałem, że może by napisać coś o Blackberry.

A to dlatego, że jakiś czas temu wpadł mi w ręce model po kolejnej resuscytacji, KeyOne. Pierwszy telefon marki niegdyś kanadyjskiej, od czasu, gdy trafiła w ręce chińskiego TCL. I nie zrozumcie mnie źle – tego ostatniego nie zamierzam krytykować, to tylko biznes, a pojęcie „tania chińszczyzna” już dawno straciło rację bytu. Potwierdza to KeyOne, którego ani nie nazwiemy pogardliwie „chińszczyzną”, ani tym bardziej urządzeniem tanim. Pytanie jest jednak inne – czy takie urządzenia mają w ogóle jeszcze rację bytu na tak nasyconym rynku?

Blackberry od zawsze było synonimem telefonu nie tylko bezpiecznego, ale też idealnego dla biznesu. KeyOne w tym względzie nie różni się od poprzedników. Bryła wręcz przesadnie duża i szeroka, masa aż 180 gramów, ciężko dosięgnąć przeciwległego krańca ekranu, trzymając telefon w jednej dłoni. Niby niewygodnie, ale z drugiej strony – w zamian otrzymuje jeden z nielicznych telefonów z fizyczną klawiaturą. I to nie byle jaką, bo nie dość, że mamy do dyspozycji pełen bukiet ładnie wyodrębnionych przycisków, z wyraźnym skokiem, to na dodatek cała (!) przestrzeń klawiatury pełni rolę gładzika. Chcesz przesunąć kursor w lewo lub w prawo? Przewinąć stronę? Wpisując słowo wybrać jedną z trzech zaproponowanych podpowiedzi? Jeden ruch i po wszystkim. Dołóżmy do tego jeszcze możliwość zgrupowania wszystkich źródeł wiadomości w jednym hubie, rozbudowany biznesowy kalendarz, wytrzymałą baterię, a także automatyczne szyfrowanie wszystkiego, mamy urządzenie na które w konkretnej grupie docelowej znalazłoby się wielu chętnych. Generalnie taki Priv, tylko może nieco smuklejszy i odświeżony. Nie ma urządzenia na którym szybciej pisałoby się maile i SMSy, a całej reszcie funkcji (muzyka, aparaty, przyjemna nakładka z możliwością otwarcia widżetu przesunięciem palca po ikonie. Szkoda, że Kanadyjczycy z RIM tak bardzo schrzanili prowadzenie swojej marki, że ta ze sztandarowego produktu dla biznesu i rządów spadła do roli mobilnego planktonu.

PS: O piwie będzie późno wieczorem w czwartek, albo nawet w piątek do południa. Robimy na 20 w TapHouse mini-panel z krakowskimi blogerami, opiszę efekty 🙂