Piwoteka Końska Dawka – Pochrzanione, ale nie schrzanione

Uwielbiam krafty! Po latach picia „piw” różniących się wyłącznie etykietą, mimo, iż mój licznik na Untappd zbliża się do 1000 różnych piw, wciąż kręci mnie spróbowanie wywaru w jakiś sposób nowego. Na Końską Dawkę z Piwoteki czaiłem się od jakiegoś czasu, a ostatnio trafiłem na nią zupełnym przypadkiem. A że trafiła się okazja do spożycia w sposób oldschoolowy (w nocy z kolegą na osiedlowej ławeczce ;), to zgarnąłem z domu butelkę, dwa szkła, otwieracz, i zjechałem na parter.

Czytając opinie na Untappd obawiałem się trochę otwierać Piwotekowego Saisona z chrzanem (stąd Końska Dawka, bowiem po angielsku chrzan to horseradish, czyli „Końska rzodkiewka”), bowiem „przedpijcy” pisali, że znacznie mniej chrzanowe, niż pierwsza warka. No kurczę, skoro już się decyduję na taki wynalazek, to ma być hardk… I wtedy z oczu niemal pociekły mi łzy. Jeśli to piwo jest mniej chrzanowe, to jak pachniała pierwsza warka??? Nie to, żebym narzekał, na to się nastawiałem, chrzan mi nie przeszkadza, ale żeby… jeszcze bardziej? Coś czuję, że butelki z pierwszej warki bym nie dopił.

Tym bardziej, że nie ma dysonansu między zapachem i smakiem. Jest przede wszystkim chrzan, wręcz można mieć wrażenie, że pijemy – jakby to głupio nie zabrzmiało – napój chrzanowy na słodzie. Jest całkiem gęsto jak na 12,5 BLG, nieco farmhouse’owego kwasku, ciut przyprawowości, ale dominuje CHRZAN, przez Bardzo Duże Ch. Jeśli akurat za tym korzeniem nie przepadasz, to nie warto kupować piwa, które i tak wylejesz do zlewu (i potem przez całą noc w domu będzie śmierdziało 😉 ). Jeśli jednak tak, jak ja, lubisz wynalazki – warto. To piwo jest kompletnie pochrzanione, ale na pewno nie schrzanione 😉