Mikkeller Beer Geek Dessert – W wanilii moc wielka jest

Ja to w sumie nie jestem wymagający – wystarczy mi dać dobre piwo i będę siedział spokojnie sącząc 😉 Dobra, żarty na bok – ostatnio poszliśmy ze znajomymi na koncert, ale gdy okazało się, że na darmowej imprezie wszystkie miejsca w amfiteatrze są już zajęte, więcej ludzi nie wpuszczą, a na dodatek spadł deszcz, wyjście było tylko jedno 🙂 Na szczęście na Bemowie multitapów dostatek, najbliżej amfiteatru było Ale Dobre Piwo i tam, zamówiwszy małe co nieco dla Żony (o dziwo, na Ju-rajską Pomarańczę z Browaru Na Jurze nie narzekała 😉 ) sam zacząłem się zastanawiać, której z butelek nie piłem i którą warto. Po wypiciu pierwszej kolejki oczy moje wypatrzyły jednak na półkach charakterystyczne etykiety Mikkellera, a gdy okazało się, że bardzo chwalony nawet przez PanKorcza Beer Geek Dessert kosztuje zaledwie 36 PLN – nie miał innego wyjścia, niż po krótkim chłodzeniu wylądować rozlany do naszych szkieł.

Padłem. Padłem nosem w szkło i mogłem nie wstawać. Jestem waniliofilem, a tego cudnego kwiatka w tym piwie jest tyle (w warstwie sensorycznej oczywiście), że wąchałbym je jak po**bion. Jest jej zdecydowanie najwięcej, ale nie przykrywa innych zapachów, bardzo zgrabnie łączy się ze słodką czekoladą i wyraźnym w zapachu wytrawnym kakao. Jakoś tak po tej czekoladzie, ciasteczku na etykiecie i nazwie spodziewałem się, że w warstwie smakowej będzie słodko, a tymczasem tu do głosu najbardziej dochodzi kakao. Warto chwilę poczekać, ogrzać i wtedy charakterystyczną kakaową goryczkę skontruje czekolada i dzielnie pchająca się do przodu wanilia. A to wszystko idealnie gęste, oleiste i aksamitne dzięki płatkom owsianom.

Znakomite piwo. W sumie to dobrze, że nie zbyt słodkie, to by mu zaszkodziło. Mogę tylko polecić.