Browar na Jurze De Facto – Koło Belga to to może stało…

Uwielbiam chwalić polskich rzemieślników, tych piwnych. Naprawdę – dla beergeeka i piwnego bloggera nie ma większej radości, niż świadomość, że może powiedzieć: „Dobre, bo polskie!”. Uwielbiam też Belgi, co chyba widać po recenzjach na blogu. Dlatego skusiło mnie wczoraj w Piwomaniaku na wysokoprocentowy wypust Browaru Na Jurze. I po co mi to było?
Już po nalaniu miałem wrażenie, że nie będzie dobrze. Płyn praktycznie kompletnie przezroczysty, normalnie Miller Lite  Szukamy fenoli… W sumie to szukamy jakichkolwiek zapachów. A tu Kononowicz. Nie ma niczego. Gdybym posłuchał browaru, który na etykiecie sugeruje picie De Facto w temperaturze 4-7 st. C (seriously?) to… well, w sumie nie może być gorzej, skoro nie czuć nic. Po ogrzaniu pojawia się jakaś delikatna kwiatkowość, landrynki, ale to wszystko na granicy autosugestii.
Smak? No kurna, lager z landrynkami. Taki gówniany strong lager odfermentowywany do bólu, żeby jak najbardziej w palnik dawał. Alkohol grzeje i pali, smak jest płaski, naprawdę przypomina lagera!
Jak można było to tak spieprzyć tak zajebisty styl? To się nie nadaje DO NICZEGO. Koło Belga to to może na półce stało. Unikać. Za wszelką cenę. Brrrr.