Panek Car Sharing – Jak taksówki, ale inaczej i nie po pijaku :)

Wspominałem już, że jestem early adopterem wszystkich technologicznych nowości? Chyba tak z 30 razy, co najmniej 🙂 Nic więc dziwnego, że kiedy tylko Panek Carsharing po długim czekaniu i walidacji otworzył testerom wrota do korzystania z usługi w Warszawie, rzuciłem się jak szczerbaty na suchary.

Jak mi się podobało? TL;DR – Chcę To Bardzo. Jeśli macie mało czasu, to musi Wam wystarczyć ;), pozostałych zapraszam niżej. Będzie nieco dłużej niż standardowo. Sorry 🙂 Nic na to nie poradzę, że zostałem fanem.

Już sama idea carsharingu jest świetna. Ograniczenie aut wjeżdżających do centrum? Jako człowiek czuły na problemy, związane ze smogiem (i wkurzający się, gdy przez to cholerne miasto trzeba przejechać w godzinach szczytu) zdecydowanie przyklaskuję. Pytanie jednak, czy „niemanie” własnego auta za cenę skorzystania z tej specyficznej, liczonej od minuty formy wypożyczenia, w ogóle się opłaca? Przecież nie każdy Polak to geek, a jeśli trzeba poświęcić więcej niż chwilę na rozpoczęcie jazdy to nie będzie mu się chciało. No i pozostaje kwestia dostępności – po co w ogóle brać się za coś, z czego nie da się skorzystać, bo trzeba będzie szukać w innej dzielnicy? No to po kolei:

  1. Dostępność
    Białych hybrydowych Toyot Yaris z charakterystycznym Birdmanem i może nieco zbyt pretensjonalnym, ogromnym czerwonym napisem jest w Warszawie 300. I nie zawaham się dodać do tej liczby małego słówka „AŻ”. Aż 300. Wystarczy spojrzeć na mapę (niestety do tego trzeba być użytkownikiem usługi – to minus, bo przekonałoby wątpiących), żeby zobaczyć, że w każdej części miasta znajdzie się przynajmniej jedno. Czasem kawałek dalej, zastanawiam się, czy docelowo pracownicy Panka będą wieczorami przestawiać auta, by nie zostawiać białych plam, zabierając je z miejsc, gdzie praktycznie obok siebie stoją np. 3.
  2. Rejestracja
    To chyba największy problem. Trochę trwa, potem czeka nas jeszcze walidacja (w okresie testów robiona niestety ręcznie, co przedłuża cały proces), no i – cierpienie dla obsesjonatów prywatności – trzeba podczas tego procesu wrzucić do aplikacji zdjęcie obu stron prawa jazdy i wpisać dane karty płatniczej. I choć serce trochę zatrzepotało, zdaję sobie sprawę, że inaczej się po prostu nie da.
  3. Gdzie jest moje auto?
    Najpierw szukamy auta na mapie. Klikamy na nie, widzimy jak daleko jest od nas i ile w przybliżeniu zajmie nam dotarcie do niego na piechotę. Jeśli poniżej 20 minut (a zazwyczaj są to 2-3) – rezerwujemy samochód i mamy 20′, by do niego wsiąść. Po dotarciu klikamy w aplikacji „Otwórz”. Bez obaw, jeśli będziemy za daleko, to się nie uda. GPSy w Pankach są wyjątkowo dokładne, mam wrażenie, że co do metra. Aha, wcześniej warto obejrzeć, czy gdzieś nie ma widocznych uszkodzeń – jeśli są, zgłaszamy je w aplikacji.
  4. Ruszamy!
    To chyba najprostszy element całej zabawy. Wsiadamy, ustawiamy fotel lusterka (mamy na to dwie darmowe minuty), otwieramy schowek, tam na kluczyku klikamy otwartą kłódkę, następnie przy wciśniętym hamulcu wduszamy przycisk „START/STOP”.
  5. To w ogóle działa?
    Dobre pytanie. Jeśli ktoś nie jest przyzwyczajony do elektryków/hybryd, nie poczuje różnicy, bowiem na początku uruchamia się silnik elektryczny i tylko feeria lampek i kontrolek na desce pokazuje, że można ruszać.
  6. Gdzie to to ma sprzęgło? Czemu skrzynia ma literki zamiast cyferek?
    Ano bo to automat. Co ani trochę nie wpływa na wygodę i przyjemność z jazdy (albo inaczej – poprawia ją!). Do przodu – D, do tyłu R (a wtedy na środkowym panelu pojawia się obraz z kamery nad numerem rejestracyjnym, z wyrysowanym obrysem naszego samochodu i od razu wiemy, czy przywalimy w to auto za nami czy nie 🙂 Patrzenie się w ekran zamiast w lusterka jest dziwne, ale do dobrego łatwo się przyzwyczaić). Jeśli chcemy na postoju zdjąć nogę z hamulca – przełączamy na N (jeśli stoimy na światłach) albo P (jeśli parkujemy).
  7. Łojezu zgasł mi na światłach, co robić, jak żyć!
    Jako właściciel 17-letniego benzyniaka sam za pierwszym razem spanikowałem. A to tylko system Stop&Go – jeśli stoimy, to silnik faktycznie gaśnie. Ten benzynowy, bo elektryk wciąż działa. Ale fakt – można zgłupieć 🙂
  8. A jak bym chciał gdzieś zaparkować, na zakupy pójść, to co? Przecież to kluczyka nie ma?
    Oj tam, oj tam. Ma, w schowku. Przy jeździe A->B nie jest potrzebny, ale jeśli chcemy wysiąść, to wtedy go wyciągamy, gasimy silnik (parę razy się na tym złapałem, że nie mogłem zamknąć auta, bo przecież skoro silnika nie słychać, to jest wyłączony! – taaa, jasne), zamykamy auto kluczykiem – nie aplikacją. I wtedy za postój nalicza nam mniej.
  9. O właśnie, a ile to kosztuje? Pewnie tyle, co taryfa?
    Nope. Z warszawskich Jelonek na Plac Bankowy przejechałem za niecałe 10 złotych. Wynik nie do osiągnięcia w taksówce. Cennikowo 49 groszy za kilometr + 49 groszy za minutę. Jeśli stajemy i zamykamy auto (p. pkt. 8) to ta druga opłata maleje do 10 groszy/min. To. Jest. Taniej.
  10. Pisałeś o parkowaniu – przecież tym nie ma sensu jeździć do miasta, bo trzeba płacić za parkowanie! Gdzie ja w ogóle mogę to auto w takim razie zostawić?
    Ano sęk w tym, że… wszędzie! Carsharing nie miałby sensu, gdybyśmy musieli płacić za bilety parkingowe. Opłaty – czy to w stołecznej SPP, czy na Lotnisku Chopina (!), czy w Porcie Lotniczym Modlin (!!!) bierze na siebie Panek, płacąc zapewne zbiorczo, ryczałtowo, na bazie umów, które ma podpisane z odpowiednimi podmiotami. Parkować możemy zasadniczo na terenie Warszawy (+w Jankach i na lotnisku w Modlinie). O tym, czy jesteśmy w odpowiednim miejscu, poinformuje nas zielona lampka na desce rozdzielczej + ew. informacja werbalna „Wyjechałeś ze Strefy Panek!”. Wtedy możemy zostawić auto na chwilę (p. pkt. 8), ale zakończyć wynajem możemy wyłącznie w strefie Panek.
  11. A jak z paliwem?
    Auta są zatankowane i – jak przystało na hybrydy w mieście – palą mało. System monitoruje również zawartość paliwa w baku (widzimy to również w aplikacji/na stronie), a ludzie z Panka niczym krasnale jeżdżą i dolewają 🙂 Jeśli kiedyś użytkownikowi trafi się auto z poziomem paliwa <50%, może podjechać na stację Orlen, zatankować do pełna i zapłacić kartą paliwową ze schowka. W ramach nagrody dostanie 10 PLN na swoje konto w usłudze.
  12. Dobra, dojechałem do końca, chcę do domu. Co teraz?
    Wciskamy STOP, wysiadamy z auta, w aplikacji wybieramy „Zakończy wynajem”, słuchamy trzasku zamykanego zamka, sprawdzamy (ja tak mam), czy na pewno drzwi się zamknęły.
  13. Skąd wiem, ile mnie to kosztowało?
    Od razu po zamknięciu auta dostaniesz maila ze szczegółowymi informacji i potwierdzeniem, że auto zostało poprawnie zamknięte.
  14. Czy to wszystko działa idealnie?
    Nie będę ściemniał – nie. Trzeba jednak pamiętać, że mam przyjemność być w gronie testerów usługi, a to oznacza, że świadomie zgodziłem się korzystać z czegoś, co de facto jest wersją beta, po to, by użytkownicy pierwszego normalnego release’u nie mieli już uwag. Moje 49 PLN od Panka wydałem już prawie całe, a efektem była dość długa lista mniej lub bardziej ważnych uwag, które podesłałem i które liczę, że niebawem zostaną poprawione. Dlatego też jeśli Wam o nich napiszę, to za jakiś czas, jeśli nie zostaną poprawione 😉

Krótkie podsumowanie chyba najdłuższego tekstu w niemal dwuletniej historii ChcęTo Bloga. Czekałem jak popieprzony aż dostanę dostęp do aut Panka i teraz już wiem, że koncepcję Car Sharingu „kupuję” z całym dobrodziejstwem inwentarza (choć niepokoi mnie kilka pozycji w regulaminie, ale z oceną i ew. krytyką też poczekam na produkcyjne uruchomienie usługi). Pomysł samochodu na minuty, cenowo absolutnie konkurencyjnego dla taksówki, gdzie nie przejmujemy się niczym poza znalezieniem miejsca do parkowania, jest genialny w swojej prostocie, a duża liczba i rotacja aut powodują, że skorzystanie z niego nie stanowi problemu dla osoby nawet średnio obytej w technologiach. Mam nadzieję, że model biznesowy się sprawdzi i operator nie będzie podnosił cen, bo ja zamierzam z Birdmanów korzystać regularnie. Po co pchać się do centrum własnym autem? Ciekawe, czy taksówkarze znienawidzą ptaszory tak jak Ubera? W sumie chyba nie – jednak przy powrocie z imprezki w stanie nieważkości car sharing nie jest dla nich konkurencją.