Nokia 6 – Żerowanie na sentymentach

Przez wiele lat, jeszcze przed erą smartfonów, Nokia była praktycznie synonimem telefonu komórkowego, benchmarkiem, generalnie jeśli nie miałeś Nokii – byłeś kiepski/a. W sumie to nawet moje „pre-smartfony” też nosiły logo legendy, a napędzający je Symbian S60 w pewnym sensie dał zaczątek dzisiejszym „porządnym” systemom operacyjnym. Modele 6600, E50/51, możliwość instalacji aplikacji na telefonie(!) – to był kosmos. Aż, gdy Finowie mieli przeszło 40% udziału w rynku, przyszedł Android. A oni akurat ucięli sobie drzemkę.

Jak legendę mordowano

Nie ma co pisać o historii i Nokiach z Windowsem. Były wśród nich naprawdę dobre, były i słabsze. Potem, gdy marka Lumia trafiła pod skrzydła Microsoftu, można rzec, że była w zasadzie bezlitośnie wykańczana. Sama Nokia w efekcie nie miała przez kilka lat praw do sygnowania swoją marką telefonów komórkowych, by ostatecznie jednak wrócić na rynek. Powrót to wyjątkowo bolesny, bowiem Finowie, swego czasu tytani mobilnego rynku, nie mają szans zarówno ze smartfonowymi mocarzami, jak i z zalewem mniej lub bardziej porządnego sprzętu z Chin. Swoją drogą – o ironio – od zawsze fińska Nokia też już stała się firmą z Państwa Środka. Formalnie pewnie nie, żeby nie zdenerwować podbiegunowego ludu, ale nie da się ukryć, że smartfony pod marką Nokii produkuje firma HMD, właściciel (czy też posiadacz licencji) również… „francuskiego” Alcatela.

Gdy Nokia i Android w jednym staną domu

Dobra, do rzeczy, do rzeczy! – myślicie sobie pewnie przed komputerami. Czy najmocniejszy (póki co, bo Nokia 8 już zapowiedziana) model dawnej legendy nadaje się do pracy? Jak radzi sobie Nokia napędzana przez system, który powinien się znaleźć na jej pokładzie już w 2008 roku?

Jest nieźle. Choć „szóstka” ma na pokładzie słabszy procesor Qualcomma, z seri 4xx, już niepozorne Wiko udowodniło, że jeśli do takiej jednostki doda się wystarczająco dużo RAMu, do większości zastosowań powinna wystarczyć. Jeśli dołożymy do tego praktycznie czystego, niezaśmieconego niczym niepotrzebnym Androida 7.1.1, otrzymujemy urządzenie, które pod względem wydajności pozytywnie zaskakuje. OK, telefonowi zdarzało się nieco przycinać, ale – poza moimi ulubionymi Micro Machines – zbytnio mnie to nie irytowało. Jest w miarę szybko, płynnie, 3 GB (w przypadku testowanego przeze mnie modelu) pamięci radzi sobie z zarządzaniem sporą liczbą aplikacji.

Surowy Android (nawet widżet pogody trzeba doinstalować) to też domyślny Google Now na skrajnym lewym pulpicie, a nawet (to ułatwienie rzadko zdarzało mi się w testowanych przeze mnie telefonach) przyporządkowanie odnalezionych w sieci danych pod dzwoniący do nas nieznany numer telefonu. W czym rzecz? Przykładowo, gdy zadzwonił do mnie pan z informacją, że mogę odebrać z serwisu mojego drona, na ekranie pokazała się nazwa firmy, mimo iż wcześniej niczego nie zapisywałem.

Brzydkie kaczątko?

Aparat fotograficzny i głośniki – na to wielu z nas zwraca uwagę, kupując… telefon komórkowy. Takie życie, taki klimat 🙂 W tym zakresie Nokia 6 nie ma się czego wstydzić. O ile aparat z obiektywem o świetle f/2.0 to już raczej rzadkość, to warto pochwalić własną, a nie domyślną systemową aplikację, która nim steruje. Daje użytkownikowi sporo możliwości dostosowania zdjęcia do swoich oczekiwań, szkoda tylko, że tryb manualny jest mało intuicyjnie ukryty wewnątrz menu. Głośniki natomiast mocą nie dorównają BoomSoundom z HTC, czy JBLom z Alcatela. Jakością jednak już tak, po części również dzięki systemowi Dolby Atmos.

Jeśli jest tak dobrze, to czemu jednak… niekoniecznie? Mnie się ten telefon po prostu nie podoba, z wyglądu. Nie tylko kobiety kupują oczami, a Nokia z Androidem jest bardzo podobna do Microsoftowych Lumii. Tak, tych Lumii, które pojawiły się na rynku 6 lat temu. Cienkie nieco „zabawkowe” aluminium, i gabaryty, które predestynują go do rywalizacji w mistrzostwach Polski w tenisie stołowym smartfonem. Tak, są takie zawody 🙂 Mamy oczywiście czytnik odcisków palców, działający całkiem nieźle, ale gdy tylko odwrócimy telefon, pojawia się wystający obiektyw i flesz. Niby to wszystko jest ładnie wykonane i solidnie spasowane, ale ja tego nie kupuję.

Aczkolwiek myślę, że znajdą się tacy, co kupią. Zarówno Ci, którzy przez lata wielbili Nokię miłością czystą, ale przede wszystkim ci, którzy potrafią liczyć. Za kilka miesięcy, gdy Nokia 6 na wtórnym rynku będzie kosztować poniżej 1000 zł. Za te pieniądze, to naprawdę przyzwoity telefon. Po prostu nie dla mnie.

Nokia 6 - ramka z opisem