Żywiec Amerykańskie Pszeniczne – Jak nic innego nie ma, to bierzcie

Możecie to nazwać naiwnością, ale za każdym razem, gdy browar kojarzony z eurolagerami wyda piwo, kojarzące się z kraftem, kupuję je. Przynajmniej raz. I za każdym razem będę liczył, że tym razem wreszcie zrobią coś rzetelnie. O ile Amberowi w miarę regularnie to wychodzi, to Żywiec – well – niekoniecznie. I niestety, Amerykańskiemu Pszenicznemu nie udało się zmienić mojej opinii na temat „crafty” wypustów browaru, po którego produktach – jak sami mówią w reklamach – chce się rz. Czy jakoś tak.

Pić z zamkniętymi oczami

Zastanawiam się, po co w ogóle Żywiec bawi się w krafty (czy może raczej w „crafty”)? Z jednej strony trzeba by ich szanować, bo przynajmniej coś próbują, a konkurencja nawet nie zrobi kroku w bok od „słusznej linii naszej partii” czyli psiego mo… tzn. eurolagera. Saison w mojej skromnej opinii kompletnie im się nie udał – zobaczmy jak będzie z pszenicą.

Hmmm. Pachnie. Jest pszenica, jest kwaskowość już w zapachu, jak by się dobrze wwąchać, to nawet chmiele da się poczuć. Niestety – ja naprawdę się tego spodziewałem? – nie ma pierdzielnięcia aromatem. Bardziej tak jakbyście wyszli na balkon, zamknęli oczy i wyczuli, że z pobliskim parku chyba grillują, bo powietrze nie pachnie tak jak zawsze. Coś tam z tych cytrusów jest, ale… ups, wiatr zawiał w drugą stronę. Już nie grillują. Nic nie czuć. Pijmy zatem. Ale najlepiej wciąż z zamkniętymi oczami. I w ciszy. Wiecie – jak wyłączmy kilka zmysłów, to pozostałe wtedy lepiej pracują. Wtedy może zdołacie wyczuć nieco chmielu, zanim wszystko zdominuje słodowość i kwasek. OK, wiem, że mówimy o piwie 11,5 BLG, które ma być rześkie i ultra-pijalne, ale dla mnie było stanowczo zbyt wodniste. Trochę tak, jakby do wody dolać koncentratu american wheat. Mało koncentratu, bo oszczędzać trzeba.

Żywiec jak Algida

Żywiec Amerykańskie Pszeniczne nie jest piwem złym. Czuć w nim chmiel (na upartego), czuć profil pszeniczniaka, a kwaskowość sprawia, że znakomicie nadaje się na 30-stopniowe upały. Ale to trochę tak, jakby po jedzeniu lodów Ben&Jerry’s sięgnąć po Big Milka od Algidy. Też jako tako smakuje, nadaje się do orzeźwienia, ale to tak jakoś… niekoniecznie to. Ja już chyba po prostu takich sofcików nie lubię, ale z drugiej strony – to kolejne korpo-piwo, które bez problemu mógłbym wypić, po/na spacerku, czy przy grillu. Na pewno nie pierwszego wyboru, ale nie mając na półce niczego innego, Amerykańskim Pszenicznym bym nie wzgardził.

Żywiec Amerykańskie Pszeniczne - ramka z opisem