Z dziećmi źle, bez dzieci jeszcze gorzej :)

Kto nie ma dzieci, ten nie zrozumie… Powiem więcej – kto nie ma dzieci w wieku szkolnym – nie zrozumie tym bardziej.

Nie będę ściemniał. Kiedy moje dzieci rokrocznie wyjeżdżają na obóz harcerski/zuchowy, uśmiech rozjaśnia me oblicze 🙂 I nie chodzi o to, że ich nie kocham. Kocham ich najbardziej na świecie (choć moje zachowanie nie zawsze na to wskazuje, ale to inna sprawa), ale kurcze, nawet tlen, pierwiastek jak najbardziej życiodajny – można przecież przedawkować? 😉

Miesiąc bez dzieci…

Miesiąc. 11 miesięcy z nimi, 1 dla siebie. Co więcej – dla nich to miesiąc nie byle jaki. Bez zdobyczy technologii, bez telefonów, bez telewizji, na kompletnym zadupiu. Obóz harcerski – i to nie ważne, czy z „naszego” ZHP, czy z innej organizacji – to w mojej opinii kapitalny pomysł dla dzieciaka w dzisiejszych czasach. Dzieciaka, który – wiem, często to powtarzam – jako karę traktuje nie zakaz, tylko nakaz wyjścia na dwór, który bez gadżetów nie wyobraża sobie życia, o czym zresztą dwa tygodnie temu pisałem. Żyjemy w świecie, w którym coraz częściej zamiast wychowywać dzieci, hoduje się życiowe pierdoły. Dlatego cieszę się, że moi synowie chętnie co roku jadą na miesiąc do lasu, chętnie się wszystkiego uczą i zdobywają sprawności, bo wiem, że dzięki temu poradzą sobie w życiu. I cieszę się, że spędzają ten czas w otoczeniu podobnie myślących ludzi. Ludzi, dla których przyjaźń, szacunek i specyficzne rytuały są w życiu ważne.

…ale już wystarczy 🙂

Fajnie jest odetchnąć przez miesiąc, od krzyków, marudzenia, histerii i „królewiczowania”. Przesadzam? Oj tam, dam sobie rękę uciąć, że każdy rodzic ma takie chwile 🙂 I o ile przez pierwsze dwa tygodnie chłonąłem ciszę, przez kolejny było tak jakoś… dziwnie, to teraz już zacząłem tęsknić. Jakoś mi tych moich szkrabów (choć coraz bardziej rosną 🙂 ), brakuje. Jestem ciekaw, czy zmężnieli, jak ostatecznie wyglądają po miesiącu mycia się w jeziorze ;), czego się nauczyli, a przede wszystkim mam ich ochotę mocno przytulić. Oni mam nadzieję odpoczęli i odetchnęli, ja też. Teraz potrzebuję znów mojego tlenu, obu atomów 🙂 Bo jakie by te nasze niedobroty nie były, dzieci ma się po to, żeby je kochać 🙂 Dobrze, że dziś wieczorem wracają.